sobota, 26 listopada 2016

Cienki śpiew Łabędzi. Swansea drży o utrzymanie w Premier League

źródło: Christopher Elkins, CC 2.0
Pogrążona w kryzysie ekipa Swansea City notuje najgorszy start w swojej niespełna sześcioletniej historii w Premier League. Po 12. kolejkach Łukasz Fabiański wraz z kolegami zajmują ostatnią pozycję w tabeli z dorobkiem zaledwie jednej wygranej! Podopieczni Boba Bradleya niebezpiecznie dryfują w stronę Championship, co byłoby dla walijskiego klubu totalną katastrofą. Szereg zawirowań wokół zespołu z Liberty Stadium może częściowo tłumaczyć fatalną postawę Łabędzi w obecnym sezonie.

Już samo porównanie wyników Swansea z kampanii 2015/16 i obecnej pokazuje, jak istotny zjazd zaliczył klub z południa Walii. W ubiegłym roku na tym etapie sezonu angielskiej ekstraklasy Łabędzie miały na koncie aż 7 oczek więcej niż obecnie i plasowały się na 14. pozycji. Teraz zespół jest totalnie rozbity i na dobre utkwił na samym dnie ligowej tabeli.
Wpływ na katastrofalną formę The Swans w pierwszej części sezonu ma przede wszystkim bałagan związany z częstymi zmianami w sztabie trenerskim. Po serii słabych wyników za pracę podziękowano Francesco Guidolinowi, który piastował funkcję szkoleniowca od stycznia 2016 roku. W ubiegłej kampanii 61-letniemu Włochowi udało się jeszcze uratować dla walijskiego klubu ligowy byt w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale początek obecnej to już prawdziwy koszmar. Łabędzie zakotwiczyły w strefie spadkowej i tkwią w niej już od kilku kolejek.

Wobec tego stery zespołu powierzono Bobowi Bradleyowi, który w latach 2006-11 był selekcjonerem reprezentacji USA. Z przyjściem na Liberty Stadium 58-letniego Jankesa wiązano duże nadzieje, bowiem został on pierwszym trenerem ze Stanów Zjednoczonych, który podjął się pracy Premier League – jednej z najbardziej wymagających lig na świecie.

Bradley nie zdołał jednak ugasić pożaru w Swansea. W pięciu meczach pod jego wodzą Łabędzie przegrały aż 3 mecze i straciły w sumie 10 bramek. Zatrudnienie Amerykanina okazało się więc kompletnym nieporozumieniem. Nieznajomość brytyjskich realiów oraz praca w zupełnie innym środowisku najzwyczajniej go przerosła.
Ki Sung-Yeung, południowokoreański pomocnik Łabędzi, broni 58-letniego szkoleniowca, który w klubie pracuje dopiero od miesiąca i w związku z tym miał bardzo mało czasu, aby uporządkować grę Swansea.
„Zespół jest na ostatnim miejscu, więc atmosfera nie może być dobra. Czujemy ogromną presję. Aby ją przezwyciężyć, potrzebujemy wygranej jak najszybciej – wtedy będziemy mogli myśleć o ucieczce ze strefy spadkowej. Bob Bradley próbuje coś wymyślić dla zespołu, ale nie jest łatwo zmienić drużynę w miesiąc. Nadchodzące spotkania będą niezwykle istotne. Miałem już doświadczenie związane z walką o utrzymanie, więc dobrze znam taką sytuację. Nie mogę sam poprowadzić zespołu do zwycięstw, ale staram się pracować z kolegami, aby uporać się z kryzysem” – powiedział w wywiadzie dla goal.com
Powodów fatalnej dyspozycji defensywy Swansea należy się doszukiwać w ogromnym osłabieniu zespołu w letnim okienku transferowym. Odejście kapitana Ashleya Williamsa do Evertonu pozostawiło wielką wyrwę w linii obrony. Łabędzie zostały pozbawione lidera, piłkarza, który przenosił dużo pewności siebie na kolegów i zapewniał spokój całej formacji. Jak ważnym graczem dla Swansea był Williams niech świadczy fakt, że reprezentant Walii w trwających rozgrywkach już 82 razy zażegnywał niebezpieczeństwo pod bramką The Toffees, czyli więcej niż 8 defensorów The Swans razem wziętych!

Na Wyspach media kontestują także niezbyt trafione wybory personalne amerykańskiego szkoleniowca. Bradley często zmienia zestawienie obrońców, co z pewnością nie działa korzystnie na postawę defensywy Swansea. W przegranym meczu z Arsenalem (2:3) formację tą tworzyli Kyle Naughton, Federico Fernández, Jordi Amat i Neil Taylor. Zaledwie tydzień później w domowej potyczce z Watfordem Amerykanin wymienił niemal cały blok obronny! W pierwszym składzie ostał się tylko Naughton na prawej stronie, a pozostałe miejsca zajęli: na środku – zamiast stoperów rodem z Hiszpanii – Alfie Mawson i Mike Van der Hoorn, a na lewej flance Stephen Kingsley. Kolejne spotkanie ze Stoke City i kolejna roszada w obronie – w miejsce Szkota Kingsleya wskoczył Neil Taylor. Przedostatni mecz z Manchestetem United – tym razem jako prawy obrońca biegał Àngel Rangel. To oznacza, że pod wodzą Bradleya Łabędzie ani razu nie zagrały w identycznym ustawieniu w defensywie! Częste zmiany w składzie walijskiego zespołu doprowadziły w tym czasie do straty aż 13 punktów. Poniżej statystyka przedstawiająca zatrważającą liczbę błędów The Swans w asekuracji w trwającym sezonie ligowym (aż 3 sprokurowane rzuty karne!):


Nie może zatem dziwić, że Łukasz Fabiański należy w obecnych rozgrywkach do najgorszych bramkarzy w lidze, biorąc pod uwagę liczbę puszczonych goli. „Fabian” wyjmował piłkę z siatki już 21 razy, ale sytuacja związana z częstymi rotacjami w formacji obronnej z pewnością pracy Polakowi nie ułatwia. Co gorsza, 31-latek nie ma nawet sposobności, aby się wykazać. Oczywiście swoje na sumieniu ma także kadrowicz Adama Nawałki. W bieżącej kampanii ligowej Fabiański zatrzymał zaledwie 32 uderzenia rywali, a jego wskaźnik udanych interwencji wynosi tylko 60% i jest najgorszy w angielskiej ekstraklasie. Być może nadszedł czas, aby były golkiper Arsenalu zmienił otoczenie, ponieważ granie na zapleczu Premier League byłoby dla niego sporym regresem. Wychowanek Andrzeja Dawidziuka wielokrotnie powtarzał w wywiadach, że w ekipie z Liberty Stadium panuje bardzo przyjazna, niemal rodzinna atmosfera, ale w przypadku spadku nie będzie to miało większego znaczenia…

Remedium na problemy Bradleya ma być zatrudnienie do sztabu szkoleniowego Paula Williamsa, w przeszłości związanego z Nottingham Forrest, a ostatnio pracującego w młodzieżowej kadrze Anglii U-20. Z Młodymi Lwami szło mu całkiem nieźle – aż 5 z 6 spotkań zakończyło się zwycięstwami. W trakcie kariery piłkarskiej Williams rozegrał jako środkowy obrońca oraz defensywny pomocnik ponad 200 spotkań w Premier League. To właśnie on położył podwaliny pod późniejszy rozwój takich graczy jak Callum Chambers czy Luke Shaw. 45-letni Anglik przed kilkoma dniami podpisał kontrakt na 2,5 roku i został mianowany asystentem Bradleya. Co prawda nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu klubu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, ale sam przedstawia się jako „doświadczony i nowatorski szkoleniowiec chłonący wiedzę”

 Jestem punktualny i godny zaufania. Oddałem swoje życie futbolowi. Pracuję bardzo dobrze pod presją i jestem skrupulatny w każdym wyzwaniu, którego się podejmuję” – w takich słowach zareklamował się Williams na łamach portalu http://www.walesonline.co.uk

Ostatnie okienko transferowe w wykonaniu Swansea okazało się kompletnym niewypałem, chociaż na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że latem walijski zespół dokonał kilku naprawdę wartościowych wzmocnień. Na Liberty Stadium postawiono tym razem na zaciąg holenderski. Ekipę Łabędzi zasiliło dwóch piłkarzy z Beneluksu – Mike Van Der Hoorn oraz Leroy Fer, którzy kosztowali w sumie ponad 8 mln €. Pierwszy z wymienionych, były gracz rezerw Ajaxu Amsterdam, nie zbawił jednak defensywy The Swans będąc w wielu spotkaniach jednym z jej najsłabszych ogniw. Z kolei Fer już w poprzedniej kampanii występował w ekipie znad rzeki Tawe na zasadzie wypożyczenia z QPR. Włodarze Swansea zdecydowali się wykupić 26-letniego pomocnika za kwotę 5,6 mln € i wydaje się, że ta decyzja była akurat znakomita, ponieważ Holender jest obecnie jednym z nielicznych piłkarzy Łabędzi, do którego nie można mieć większych zastrzeżeń. W 11 meczach ligowych Fer zdobył już 4 bramki, które dały drużynie cenne 4 punkty.

Konsekwencji nietrafionych letnich zakupów Swansea doświadcza na własnej skórze niemal co tydzień. Hiszpański duet Borja Bastón – Fernando Llorente, sprowadzony na Liberty Stadium za sporą sumę niemal 24 mln €, póki co jest pośmiewiskiem ligi. Obaj gracze z Półwyspu Iberyjskiego w 12. kolejkach Premier League uzbierali łącznie… 2 gole. Głównie przez fatalną dyspozycję Bastóna i Llorente (tylko 1,8 strzału na mecz! – dod. red.) kuleje gra ofensywna Łabędzi – piłkarze Swansea zaledwie 11-krotnie znajdowali w tym sezonie drogę do siatki rywali w lidze.

Obniżka formy dopadła także najlepszego gracza The Swans w dwóch poprzednich kampaniach. Gylfi Sigurðsson był mózgiem drużyny z Liberty Stadium i to właśnie przez reprezentanta Islandii przechodziły wszystkie ofensywne akcje walijskiego zespołu. Dość powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata 27-letni pomocnik zdobył dla Swansea aż 19 ligowych goli, do których dołożył pokaźną liczbę 13 asyst. Bieżące rozgrywki są już dla Sigurðssona znacznie mniej udane. W trwającej kampanii Premier League trafił do siatki tylko 3 razy i rozdał 3 decydujące podania. Suche statystyki nie wyglądają jeszcze tak dramatycznie, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę także pozostałych graczy linii pomocy – zwłaszcza po tym, jak klub opuścił André Ayew – otrzymamy pełny obraz sytuacji. Od czasu odejścia reprezentanta Ghany efektywność i skuteczność drużyny Łabędzi znacząco ucierpiała. Wychowanek Olympique’u Marsylia zdobył w poprzednim sezonie aż 12 bramek i był jedną z pierwszoplanowych postaci Swansea. W południowej Walii nie doczekali się jednak godnego zastępcy. Większość sprowadzonych piłkarzy wciąż nie potrafi ustabilizować formy. Symptomatyczne jest, że do tej pory tylko Southampton (poniżej 9%) razi większą nieskutecznością niż ekipa Boba Bradleya (9,8%). Zaledwie 17 żółtych kartek to z kolei drugi po Hull City najlepszy wynik w Premier League. Sęk w tym, że taka statystyka wcale nie musi przynosić chluby. Może natomiast świadczyć o zbyt małym zaangażowaniu, niewłaściwym podejściu do obowiązków czy po prostu przechodzeniu graczy Swansea obok spotkania…

Cienki śpiew Łabędzi jest już coraz słabiej słyszalny. Uratowanie ligowego bytu dla walijskiego zespołu, który przez 5 lat zdążył się zadomowić w angielskiej elicie, wydaje się w tej chwili mało prawdopodobny, zwłaszcza że z ostatniej wygranej w Premier League cieszyli się w Swansea… na inaugurację, czyli ponad 3 miesiące temu. Każdy mecz dla zespołu Bradleya zaczyna w tej chwili urastać do rangi najważniejszego. Światełkiem w tunelu może być jednak terminarz kolejnych spotkań, który wygląda dla The Swans całkiem obiecująco. Konfrontacje z typowymi średniakami pokroju Sunderlandu, West Bromu, Middlesbrough, West Hamu czy Bournemouth wskażą ekipie z Liberty Stadium obecne miejsce w szeregu. Jeśli nie uda się w Swansea szybko uporządkować problemów wewnętrznych, wkrótce może się okazać, że w Premier League znowu zabraknie przedstawiciela Cymru.

Tekst został również opublikowany na portalu Naszfutbol.com.