piątek, 28 grudnia 2012

Dziurawe defensywy europejskich gigantów

Dwa giganci europejskiego futbolu, FC Barcelona i Manchester United w obecnym sezonie zdecydowanie dominują w swoich ligach, odpowiednio w hiszpańskiej i angielskiej. Oba kluby w połowie sezonu wypracowały sobie pokaźną zaliczkę punktową nad kolejnymi rywalami. W przypadku Barcy jest to aż 9 pkt przewagi nad madryckim Atletico, natomiast Czerwone Diabły mają 7 pkt więcej niż lokalny rywal – Manchester City. Zatem wydaje się, że w obu zespołach wszystko funkcjonuje sprawnie, niczym w szwajcarskim zegarku. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej, a największym mankamentem Barcelony i Manchesteru jest często niefrasobliwa gra pod własną bramką, która ma konsekwencje w postaci seryjnie traconych bramek. Z czego to może wynikać?

Zacznijmy od FC Barcelony. Podopieczni Tito Vilanovy w rozgrywkach ligowych nie ponieśli jeszcze ani jednej porażki, jednak ich gra defensywa nie idzie w parze z jakością, jaką prezentują Katalończycy w ofensywie. Bieżące rozgrywki są najgorsze dla Blaugrany pod względem straconych bramek od sezonu 2000/01!

Obrońcy Barcy grają niezwykle widowiskowo w ofensywie, ale  w defensywie dopuścili już do straty 19 bramek w Primera Divison
W poprzednich latach linia obrony Barcelony stanowiła żelazny monolit, który funkcjonował bez żadnych zarzutów i grał bardzo pewnie, rzadko kiedy dopuszczając do straty więcej niż jednej bramki w meczu. Jakby tego było mało to w wielu przypadkach cała defensywa grała na czysto z tyłu.

Jakże zgoła odmiennie wygląda gra Barcelony w obronie w bieżących rozgrywkach. Duma Katalonii w 17. kolejkach rozgrywek Primera Division straciła aż 19 bramek i wynik ten plasuje Katalończyków poza pierwszą trójką, wspólnie z zajmującą przedostatnie miejsce w tabeli Osasuną Pampeluna! Nie jest to bynajmniej powodem do chwały, więc postanowiłem się przyjrzeć temu problemowi nieco głębiej. Z czego może wynikać tak słaba postawa Katalończyków w linii defensywnej?

Powodów jest zapewne kilka. Po pierwsze wpływ na to ma plaga kontuzji, która od początku sezonu 2012/13 prześladuje Barcelonę. Kontuzję eliminowały z gry m.in. takich zawodników jak: Adriano, Dani Alves, Carles Puyol czy też Gerard Pique. Rzadko kiedy zdarzało się, aby obecny lider Primera Division wystawiał taką samą linię defensywną w kolejnym meczu. Duże rotacje w składzie odbijają się na formie obrońców Barcelony. Ponadto wystawianie różnych linii obronnych ma wpływ na słabsze zgranie tej formacji, a także brak płynności i pewności siebie wśród zawodników.

Kolejnym powodem świadczącym o dużej liczbie traconych goli jest całkowicie niezrozumiała dekoncentracja całej defensywy, która w momencie wysokiego prowadzenia z niewytłumaczalnych powodów nagle rozluźnia szyki obronne, które rywal w błyskawiczny i bezlitosny sposób potrafi skruszyć. Przykładem doskonałym są tutaj mecze z Deportivo ( "hokejowa" wygrana 5:4) czy też Mallorcą (zwycięstwo 4:2). W obu spotkaniach prowadząc 3:0 w zbyt szybki i łatwy sposób defensorzy katalońscy dopuszczali do straty bramek.

Innym czynnikiem jest taktyka Barcelony, która pod wodzą Tito Vilanovy już nie jest taka agresywna w obronie, jak miało to za czasów Pepa Guardioli. Pressing na własnej połowie nie jest nawet w połowie tak dobry i szybki, jak pod wodzą Guardioli. Ponadto obrońcy Barcelony tracą wiele bramek po stałych fragmentach gry, a brak krycia i asekuracji jest aż nadto widoczny.

Ostatnim powodem jest według mnie bardziej ofensywne ustawienie zespołu. Obrońcy Barcy często starają się grać niezwykle ofensywnie do przodu, wchodząc w pole karne rywali. Jednak zapominają przy tym o zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Zapędzenie się pod pole karne przeciwnika powoduje przykre konsekwencje w linii obronnej, gdzie powstaje duża luka i wolna przestrzeń, której nie ma kto zapełnić i najczęściej groźna sytuacja rywala pod bramką Katalończyków kończy się stratą gola.

Drugim zespołem, który ma podobny problem i należy do jednych z najlepszych na Starym Kontynencie jest Manchester United. Największym mankamentem Czerwonych Diabłów jest także gra linii obronnej, która w bieżących rozgrywkach, na półmetku sezonu dopuściła już do straty 28 bramek! Jest to niechlubny wynik, bowiem gorszą grę w defensywie prezentuje zaledwie siedem drużyn w całej Premier League!

Johnny Evans cieszy się razem z kolegami po strzelonym golu
Powody są podobne jak w przypadku Barcelony. Należy tutaj wymienić przede wszystkim kontuzje czołowych defensorów, ciągłe rotacje na bramce i wybór pomiędzy Andersem Lindegaardem, a Davidem De Geą, a także częste włączanie się obrońców do akcji ofensywnych. W obecnym sezonie ligowym obrońcy Czerwonych Diabłów już 10 razy pokonywali bramkarzy rywali! W spotkaniach z udziałem podopiecznych Aleksa Fergusona pada cztery bramki na mecz, więc na brak emocji kibice nie mają prawa ani trochę narzekać. Ponadto w zaledwie trzech meczach bieżących rozgrywek Premier League, Manchester zachował czyste konto bramkowe!

Podsumowując, zarówno Barcelona, jak i Manchester United postawiły na ofensywę, często zapominając o bronieniu dostępu do własnej bramki. Ma to odzwierciedlenie w traceniu dużej liczby bramek przez bramkarzy obu teamów. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ dzięki temu można mieć niemal 100 proc. pewność, że widowiska z udziałem hiszpańskiego czy też angielskiego zespołu będą zawsze niezwykle emocjonujące, a poziom dramaturgii będzie trzymać  widzów niemal do ostatnich sekund prawie każdego spotkania.

niedziela, 23 grudnia 2012

Premier League. Lider z Manchesteru przyjeżdża do Swansea!

Arcyciekawie zapowiada się niedzielne przedświąteczne popołudnie na Liberty Stadium, gdzie nieobliczalny, walijski zespół Swansea City zmierzy się z liderem rozgrywek, drużyną Manchesteru United, który za wszelką cenę będzie chciał osiągnąć dobry wynik i utrzymać bezpieczną przewagę punktową nad grupą pościgową w angielskiej Premier League. Początek starcia o 14.30!




Podopieczni Michaela Laudrupa w bieżących rozgrywkach napsuli sporo krwi wielu zespołom uchodzących za faworytów. Wystarczy wspomnieć chociażby sensacyjną wyjazdową wygraną z Arsenalem Londyn 2:0 czy tez remis z innym londyńskim teamem Chelsea 1:1. W tabeli Łabędzie zajmują 11 miejsce ze stratą aż 19 punktów do zespołu Aleksa Fergusona. Jednak na mecze z teoretycznie mocniejszymi rywalami podopieczni Laudrupa wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności.

Manchester United w ostatnich tygodniach prezentuje wyśmienitą formę, ponieważ wygrał już pięć spotkań z rzędu i ponadto jest najlepiej grającym zespołem w meczach wyjazdowych Premier League. Na 9 spotkań wygrał aż 7 i na Liberty Stadium z pewnością zrobi wszystko, aby podtrzymać tę znakomitą passę.

Ozdobą tego spotkania będzie pojedynek dwóch najskuteczniejszych aktualnie snajperów Premier League - Michu i Robina Van Persiego, którzy dotychczas trafiali do siatki po 12 razy. Hiszpański napastnik Swansea bardzo szybko zaadaptował się do warunków panujących na Wyspach i swoją dobrą grą potwierdza, że Swansea zrobiła doskonały interes wykupując go w letnim okienku transferowym za zaledwie 2,5 mln euro z hiszpańskiego Rayo Vallecano. Już w tej chwili Michu wart jest kilka razy więcej. W samych superlatywach o grze Hiszpana wypowiada się sir Aleks Ferguson, który stwierdził, że wcześniej wcale nie słyszał o tym zawodniku. Hiszpan według Szkota jest uniwersalnym zawodnikiem, który może grać na szpicy, ale często cofa się też do pomocy.

Głównym żądłem MU odpowiedzialnym za strzelanie goli jest Robin Van Persie, który po przejściu z Arsenalu do MU nie zatracił ani trochę swoich walorów strzeleckich. W meczu z Chelsea na Stamford Bridge to właśnie Holender zdobył w ostatniej minucie spotkania bramkę z rzutu wolnego na wagę trzech punktów.

Swansea pod wodzą Laudrupa gra bardzo otwartą i widowiskową piłkę, często z wykorzystaniem szybkich skrzydłowych - Wayne'a Routledga i Nathana Dyera. Najgroźniejszą bronią walijskiego teamu są błyskawicznie wyprowadzane szybkie kontry. W główniej mierze ciężar zdobywania goli spoczywa na Michu, jednak są także inny zawodnicy, którzy pełnią w zespole ważną rolę. Warto zwrócić uwagę na Hiszpanów - obrońcę, Angela Rangela oraz Pablo Hernandeza, pomocnika, który potrafi w sposób niekonwencjonalny zagrać piłkę. Jednak obaj zawodnicy są aktualnie kontuzjowani i Laudrup prawdopodobnie nie będzie mógł z nich skorzystać w meczu z Manchesterem United, co wydaje się być bardzo dużym osłabieniem.

W obozie Manchesteru z powodu kontuzji na pewno nie zagrają Rafael da Silva, Shinji Kagawa oraz dwaj pomocnicy Nani oraz Anderson. Sir Aleks Ferguson może za to liczyć na rekonwalescentów Nemanję Vidica oraz Johhny'ego Evansa, którzy powracają do składu i będą do dyspozycji.

Transmisja ze spotkania Swansea - Manchester United o 14.25 na antenie Canal Plus.

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/premier_league_lider_z_manchesteru_przyjezdza_do_swansea_255139.html

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Arsenal wyda w styczniu na transfery przynajmniej 49 mln euro!

Arsenal Londyn zamierza wydać w styczniowym okienku transferowym kwotę 49 mln euro, która ma pomóc w poprawieniu pozycji zespołu w rozgrywkach Premier League. Jednak sprowadzenie nowych zawodników za tak oszałamiającą sumę może okazać się niewystarczające w kontekście walki o czołową czwórkę w lidze angielskiej.


Po obfitującym lecie, kiedy to Arsenal przeznaczył na wzmocnienia ogromne pieniądze wydane lekką ręką, w styczniu Kanonierzy muszą rozważnie przeanalizować wszystkie za i przeciw kogo należy sprowadzić na Emirates Stadium. Wydanie 49 mln euro na nowych zawodników ma na celu wzmocnić skład i zachować szanse na walkę o pierwszą czwórkę na mecie sezonu Premier League.

Spekuluje się, że na Emirates Stadium w styczniowym okienku transferowym zostaną sprowadzeni, snajper Atletico Madryt Adrian oraz Wilfried Zaha – cudowne dziecko Crystal Palace. Zarząd Arsenalu planuje wydać na tych zawodników przynajmniej 40 milionów funtów. Jednak nawet tak pokaźna suma może okazać się zbyt mała, aby zapobiec kryzysowi, w którym jest pogrążony obecnie zespół Arsenalu prowadzony przez Arsene'a Wengera już od 16 lat.

63–letni francuski szkoleniowiec ma nie lada zadanie, aby w najbliższym czasie sprostać oczekiwaniom fanów i ponownie zyskać ich przychylność po ostatnich przykrych wpadkach londyńskiego zespołu. Czy wydanie 40 mln funtów na styczniowe wzmocnienia pomoże Arsenalowi w poprawieniu swojej pozycji w rozgrywkach Premier League? Czy Arsene Wenger dzięki sprowadzeniu nowych zawodników ponownie zyska autorytet wśród wszystkich sympatyków Kanonierów?

niedziela, 16 grudnia 2012

FC Barcelona - Atletico Madryt. Czy Falcao przyćmi Messiego?

Pasjonująco zapowiada się niedzielny wieczór w rozgrywkach Primera Division. W meczu na szczycie aktualny lider tabeli FC Barcelona zmierzy się z goniącym Katalończyków, ekipą Atletico Madryt. Która z gwiazd obu zespołów, będzie lepsza – Leo Messi, czy też może Radamel Falcao? Początek o godz. 21.



Czy Barca zwiększy przewagę nad Atletico?

FC Barcelona pod wodzą Tito Vilanovy jeszcze nie zaznała goryczy porażki w ligowych rozgrywkach, notując najlepszy start w historii La Liga. W 15. kolejkach Katalończycy wygrywali 14-krotnie i zanotowali zaledwie jeden remis! W tabeli Blaugrana wyprzedza podopiecznych Diego Simeone o sześć oczek. Duma Katalonii w przypadku zwycięstwa zwiększy swoją przewagę nad Atletico do 9 punktów. Natomiast Atletico postara się wypaść lepiej niż przed dwoma tygodniami w starciu z innym hiszpańskiem gigantem – Realem Madryt, który z pewnością wykorzystałby potknięcie Los Lochoneros, zrównując się z nimi punktami.

Atomowa Pchła czy El Tigre?

Mecz zapowiadany jest jako pojedynek, najlepszego piłkarza świata Leo Messiego z rewelacyjnym Kolumbijczykiem, Radamelem Falcao, który w zeszły weekend przeszedł do historii, strzelając jako pierwszy piłkarz w historii Atletico pięć bramek w jednym spotkaniu Primera Division! Obaj gwiazdorzy znajdują się na czele najskuteczniejszych strzelców rozgrywek. Messi ma na koncie już 23 gole w zaledwie 15 grach i zdecydowanie przewodzi w tym rankingu, natomiast El Tigre zdobył dla Los Colchoneros 16 bramek.

Cesc Fabregas nie zagra

W zespole Barcelony nie wystąpi Cesc Fabregas, który w ostatnich tygodniach imponował formą, bowiem strzelał bramki i asystował przy golach kolegów, niemal w każdym meczu. Jednak strata hiszpańskiego pomocnika prawdopodobnie nie będzie praktycznie wcale zauważalna w dzisiejszej konfrontacji, ponieważ Barca ma tak silny zespół kadrowo, że bez problemu znajdzie się inny zawodnik będący w stanie zastąpić Cesca.

Fatalna passa Los Colchoneros na stadionie Camp Nou

Ostatnie starcia Barcelony z Atletico na stadionie Camp Nou kończyły się wysokimi i pewnymi zwycięstwami Katalończyków. Jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że podopieczni Diego Simeone dawno nie znajdowali się tak wysoko w tabeli, jak obecnie. Czy Madrytczycy przełamią swoja fatalną passę na stadionie Barcelony?

Gdzie oglądać hit 16.kolejki Primera Division?

Zapowiada się fantastyczne spotkanie, z którego transmisję przeprowadzi od 20.55 stacja Canal+ Sport.

Czy Leo Messi wyśrubuje jeszcze bardziej swój nieprawdopodobny rekord, wynoszący 88 goli, strzelonych w 2012 roku? Czy Radamel Falcao potwierdzi swoją wielką klasę na tle wielce utytułowanego rywala i wzniesie się na wyżyny?

sobota, 8 grudnia 2012

Wielkie derby Manchesteru już w niedzielę! City czy United?

W niedzielne popołudnie (godz. 14.30) w derbach Manchesteru zmierzą się ze sobą dwaj odwieczni rywale i jednocześnie sąsiedzi zza miedzy. Na Etihad Stadium City podejmie United. Zapowiada się ekscytujące widowisko piłkarskie. Która część miasta będzie się cieszyła ze zwycięstwa - niebieska czy też może czerwona?


Derby Manchesteru - starcie mistrza Anglii z aktualnym liderem tabeli

Będzie to mecz na szczycie Premier League 2012/13 i pierwsza konfrontacja obu zespołów w bieżącym sezonie ligowym. Dwa teamy z Manchesteru zdecydowanie górują w Anglii, znajdując się na dwóch pierwszych miejscach po 15. ligowych kolejkach. United wyprzedza City zaledwie o trzy punkty w tabeli. Należy podkreślić także fakt, że "Obywatele" jako jedyny zespół w lidze angielskiej nie ponieśli jeszcze ani jednej przegranej - dotychczas 9 zwycięstw i 6 remisów!

"The Citizens" pozostała walka tylko na ligowym froncie

Manchester City w środku tygodnia przeżył wielkie rozczarowanie, związane z odpadnięciem z Ligi Mistrzów. Podopieczni Roberto Manciniego mają już z głowy w tym sezonie europejskie puchary, bowiem nie zdołali się nawet zakwalifikować do wiosennej fazy Ligi Europy, więc mogą się skupić tylko na krajowych rozgrywkach.

Problemy kadrowe w obu zespołach przed derbami Manchesteru

"The Citizens" do starcia z ekipą Alexa Fergusona przystąpią mocno osłabieni kadrowo, bowiem Mancini nie będzie mógł skorzystać z usług takich zawodników jak: David Silva - uraz ścięgna udowego, James Milner - również podobna kontuzja, Aleksander Koralov - pachwina oraz Gael Clichy - dolegliwości związane ze stopą. Ponadto na pewno nie zagra Micah Richards, który już od kilku tygodni zmaga się z kontuzją kolana.

Zespół "Czerwonych Diabłów" także będzie nieco osłabiony personalnie. Zabraknie portugalskiego pomocnika - Naniego i Brazylijczyka Andersona (obaj zmagają się z urazem ścięgna udowego) oraz Japończyka Shinjiego Kagawy, który ma problemy z kolanem.
Najważniejszy pojedynek dla sir Alexa Fergusona w karierze szkoleniowej

Bardzo poważnie do niedzielnej konfrontacji podchodzi opiekun Manchesteru United Ferguson, który stwierdził: "Jeśli wygramy, będzie to jedno z najważniejszych zwycięstw za mojej kadencji, ale nie możemy grać w obronie, jak z Reading (4:3)" - zakończył trener, piastujący funkcję menedżera United już od 26 lat, którego słowa są cytowane na łamach Przeglądu Sportowego.

Mimo klęski United w sezonie 2011/12 statystki przemawiają wciąż na ich korzyść

United po zeszło sezonowych niepowodzeniach z City - upokarzająca porażka na Old Trafford 1:6 (najwyższa derbowa klęska Manchesteru w historii) i wyjazdowa przegrana 0:1 naEtihad Stadium, zakończonych w końcowym rozrachunku zdobyciem mistrzostwa Anglii przez podopiecznych Manciniego, teraz przystąpi do derbów Manchesteru z przewagą trzech oczek nad lokalnym rywalem i ogromną żądzą zrewanżowania się. Na przestrzeni ostatnich 20 lat statystyki są jednak znacznie korzystniejsze dla "Czerwonych Diabłów", którzy zwyciężali w 17 spotkaniach derbowych, a "Obywatele" zaledwie siedmiokrotnie. Ponadto sześć potyczek zakończyło się podziałem punktów.

Teamy z Manchesteru faworytami w wyścigu po tytuł Premier League 2012/13

Oba zespoły są głównymi kandydatami do wygrania mistrzostwa Anglii. Zapowiada się fantastyczny spektakl na Etihad Stadium. Po pierwsze dlatego, że zmierzą się ze sobą dwa aktualnie najlepsze teamy w rozgrywkach, a po drugie United grają w tym sezonie najlepiej na wyjeździe ze wszystkich zespołów w stawce (już sześć wygranych na osiem prób), Jakby tego było mało to obiekt City zostaje niezdobytą twierdzą już od 20 grudnia 2010 roku, kiedy to "Obywatele" ponieśli ostatnią porażkę na Etihad Stadium z Evertonem 1:2!

Czy "Czerwone Diabły" będą pierwszym zespołem od prawie dwóch lat, który wywiezie komplet punktów z gorącego obiektu Etihad Stadium? Czy Manchester City podtrzyma swoją niesamowitą passę bez porażki w rozgrywkach ligowych sezonu 2012/13? Kto znajdzie się po tym spotkaniu w niebie, a kto w piekle?

Przekonamy się o tym, oglądając transmisję z derbów Manchesteru w niedzielę o 14.30 na antenie Canal Plus Sport HD (studio przedmeczowe już od 14.10), a także Canal Plus 3D od 14.25.

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wielkie_derby_manchesteru_juz_w_niedziele_city_czy_united_253337.html

piątek, 7 grudnia 2012

Śląsk - Legia. Hit na pożegnanie jesieni w T-Mobile Ekstraklasie!

W piątkowy wieczór na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, aktualny mistrz Polski Śląsk Wrocław podejmie lidera tabeli, warszawską Legię w najciekawszym spotkaniu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Dla obu zespołów będzie to ostatnie starcie w tym roku przed trzymiesięczną zimową przerwą w rozgrywkach polskiej ekstraklasy.


Mocnym akcentem zakończy się runda jesienna T-Mobile Ekstraklasy. Na stadion Miejski we Wrocławiu przyjeżdża bowiem rozpędzona Legia Warszawa, która będzie chciała zapewnić sobie bezpieczny komfort punktowy na półmetku sezonu nad resztą stawki, a zawodnicy w spokoju rozjechać się do domów na zbliżające się wielkimi krokami święta Bożego Narodzenia.

Śląsk Wrocław w tabeli zajmuje obecnie szóstą pozycję, ze stratą aż 10 punktów do Wojskowych. Podopieczni Stanislava Levy'ego wprawili w zachwyt wszystkich swoich sympatyków w poprzedniej kolejce kiedy to zdeklasowali w Poznaniu aż 3:0 miejscowego Lecha po golach Ćwielonga, Diaza i Soboty. Gra Śląska jest jednak w bieżącym sezonie bardzo nierówna, bowiem często po fantastycznych spotkaniach zdarzają się kompromitujące wpadki. Liderem Wrocławian jest Sebastian Mila, który w całym sezonie zaliczył już osiem asyst i zdecydowanie prowadzi w tej klasyfikacji w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy.

Zespół Jana Urbana prezentuje za to bardzo równą formę. W 14. kolejkach przegrał zaledwie raz, w domowym spotkaniu z Jagiellonią Białystok 1:2. Ta przegrana wydaje się być jednak tylko chwilową słabością, bowiem w przekroju całej rundy Legia gra bardzo przyjemną i atrakcyjną piłkę dla wszystkich kibiców. W warszawskim zespole bryluje w ostatnim czasie Jakub Kosecki, który w trzech meczach z rzędu strzelił cztery bramki, a Legia odniosła w nich komplet trzech zwycięstw z rzędu. Bardzo dobrze układa się współpraca Kosy z Danielem Ljuboją (lider klasyfikacji strzelców - 10 bramek) oraz Miroslavem Radovićem (sześć asyst w sezonie)

W zespole Śląska na pewno nie wystąpi Sylwester Patejuk, narzekający na uraz uda oraz Patrik Mraz, z którym klub z Dolnego Śląska rozwiązał kontrakt z powodu afery "GikiewiczGate". Przypomnijmy, że cała sprawa obiła się szerokim echem w mediach. Jeden z braci Gikiewiczów - Łukasz na treningu powiedział, że nie będzie trenował ze Słowakiem z powodu jego problemów alkoholowych. Sytuacja szybko dotarła do władz Śląska i postanowiono natychmiast z powodu tego incydentu rozwiązać kontrakt z Mrazem. Nie jest to jeszcze koniec tej afery, bowiem bracia Gikiewiczowie zostali odsunięci od drużyny i prawdopodobnie także pożegnają się z wrocławskim klubem. Jednak konflikt wśród zawodników i napięta atmosfera w drużynie nie wpłynęła demobilizująco na zawodników, którzy przed tygodniem pokonali w wielkim stylu Lecha w Poznaniu w stosunku 3:0.

Natomiast Warszawianie przystąpią do meczu ze Śląskiem bez Michała Żyry, który w poniedziałek przeszedł zabieg związany z kontuzjowanym udem. Ponadto we Wrocławiu nie zagrają kontuzjowany już od wielu miesięcy Rafał Wolski, Marek Saganowski – mający problemy kardiologiczne oraz Ivica Vrdoljak. Niepewny udziału w meczu jest także Michał Żewłakow - problemy rodzinne.

Legia Warszawa ma bardzo miłe wspomnienia z ubiegłego sezonu i meczu we Wrocławiu, kiedy to zdemolowała gospodarzy w lutym br., wygrywając aż 4:0 po dwóch golach Janusza Gola oraz po jednej Inaki Astiza i Daniela Ljuboji. Jaki tym razem będzie scenariusz tego meczu? Czy Legia zachowa bezpieczną przewagę nad reszta stawki? Czy to może Śląsk zrewanżuje się Legionistom i pokusi się o wygraną?

Początek meczu we Wrocławiu już dzisiaj o godz. 20.45. Transmisja na antenie Canal+ Sport.

czwartek, 6 grudnia 2012

Najwięksi wygrani i przegrani fazy grupowej Ligi Mistrzów 2012/13

Faza grupowa Ligi Mistrzów 2012/13 dobiegła końca. Sześć kolejek było niezwykle ciekawych i obfitujących w wiele emocjonujących i niejednokrotnie sensacyjnych rozstrzygnięć. W wielu spotkaniach oprócz niezwykle wysokiego poziomu gry, nie zabrakło także dużej dozy dramaturgii. Które zespoły okazały się największymi wygranymi, a które najbardziej zawiodły? 


Najwięksi wygrani fazy grupowej LM

Borussia Dortmund - mistrzowie Niemiec we wspaniałym stylu wygrali grupę D, określaną "grupą śmierci", zostawiając w pokonanym polu takie firmy jak: Real Madryt, Ajax Amsterdam czy też Manchester City. Podopieczni Juergena Kloppa wyciągnęli wnioski z ubiegłorocznej edycji, kiedy to zajęli ostatnie miejsce w grupie. W tegorocznej edycji prezentowali kawał dobrego futbolu. Szybka kombinacyjna gra z pierwszej piłki połączona z agresywnym pressingiem już na połowie przeciwników okazała się skuteczną bronią w walce z mistrzami Hiszpanii, Anglii i Holandii. Gwiazdą BVB był Robert Lewandowski, który strzelił w 6 meczach aż cztery gole. Swoją cegiełkę do zdobycia 14 punktów w grupie (4 zwycięstwa i 2 remisy!) dołożyli także Mario Goetze i Marco Reus. Ponadto z dobrej strony pokazali się Łukasz Piszczek, a także Jakub Błaszczykowski.

Malaga CF - hiszpański zespół sprawił nie lada sensację wygrywając w cuglach bardzo silną grupę z Milanem, Zenitem oraz Anderlechtem. Mogła zachwycać zwłaszcza gra defensywna podopiecznych Manuela Pellegriniego, którzy stracili zaledwie pięć bramek. Duża w tym zasługa argentyńskiego golkipera Willy'ego Caballero, a także całej linii obronnej złożonej z mieszanki hiszpańsko-argentyńsko-brazylijskiej. Malaga zdobyła aż 12 punktów, nie przegrywając ani jednego meczu! Największą gwiazdą tego zespołu był hiszpański pomocnik Isco, który kapitalną grą w środku pola, a także technicznymi fajerwerkami wprawiał w zachwyt wszystkich kibiców, zarówno przed ekranami TV, jak i zasiadających na stadionach.

Celtic Glasgow - mistrzom Szkocji przed rozpoczęciem rozgrywek praktycznie nikt nie dawał żadnych szans na wyjście z grupy, składającej się także z takich zespołów jak: FC Barcelona, Benfika Lizbona oraz Spartak Moskwa. Jednak teoria to nie to samo co praktyka. Podopieczni Neila Lennona szczególnie zaimponowali w starciach z FC Barceloną. Jedno z nich udało im się sensacyjnie wygrać 2:1, natomiast w meczu na Camp Nou polegli minimalnie 1:2 po golu w 94 minucie... Wzorowa dyscyplina taktyczna i wspaniała organizacja gry w defensywie połączona z nielicznymi, szybko wyprowadzanymi kontrami to broń, która okazała się dla "The Bhoys" kluczem do sukcesu i tym samym wyjścia z grupy!

Szachtar Donieck - mistrzowie Ukrainy w bardzo mocnej grupie z Juventusem i Chelsea prezentowali się kapitalnie od samego początku. Już po 5 seriach gier zapewnili sobie awans do 1/8 finału. Mircea Lucescu stworzył świetnie funkcjonującą maszynkę, w której prym wiedli Brazylijczycy. "Górnicy z Doniecka" swoje wspaniałe występy i rezultaty zatarli nieco w ostatnim meczu, ulegając na własnym obiekcie z Juventusem 0:1. Ostatecznie zajęli drugie miejsce w grupie i wiosennej fazie pucharowej nie stoją na straconej pozycji, bez względu na to kogo wylosują.

Najwięksi przegrani fazy grupowej LM

Manchester City - mistrz Anglii po raz drugi z rzędu odpadł z kretesem z pucharowych rozgrywek LM i nie zagra nawet w pucharze pocieszenia za jaki uchodzi Liga Europy. Obywatele zajęli kompromitujące, ostatnie miejsce w grupie D, zdobywając zaledwie 3 punkty! Jest to najgorszy start angielskiego zespołu w historii w rozgrywkach elitarnej Ligi Mistrzów! Roberto Mancini po raz kolejny musiał przełknąć gorzką pigułkę, bowiem do tej pory ani razu nie udało mu się z równie dobrymi sukcesami co na polu krajowym, prowadzić drużyny w rozgrywkach pucharowych. Ogromne pieniądze zainwestowane w City przez szejków można wyrzucić w błoto, a wielomilionowe transfery gwiazd okazały się wyblakłe i po raz kolejny nie sprostały wyzwaniu w walce o Puchar Europy.

Chelsea Londyn - obrońcy trofeum sprzed roku już po fazie grupowej musieli się pożegnać z rozgrywkami, zajmując trzecie miejsce w grupie, co zapewnia im start w wiosennej fazie Ligi Europy. Jest to pierwszy przypadek w historii, aby zdobywca Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu odpadł już po pierwszej fazie rozgrywek! Zawirowania związane ze zmianą trenera, zwolnieniem Roberto Di Matteo i zatrudnieniu awaryjnie Rafy Beniteza nie przyniosły skutku. "The Blues" grali bardzo nierówno, bowiem w Turynie polegli aż 0:3, natomiast w ostatniej kolejce pokonali na Stamford Bridge mistrza Dani - zespół FC Nordsjaelland aż 6:1, jednak w końcowym rozrachunku było to tylko pyrrusowe zwycięstwo.

Dinamo Zagrzeb - mistrzowie Chorwacji po raz kolejny zanotowali kompromitujący występ, zdobywając zaledwie 1 punkt w sześciu meczach (remis w 6. kolejce z Dynamem Kijów). Jakby tego było mało to strzelili tylko jednego gola, a stracili aż 14! Chorwatów dzieliły zaledwie sekundy od wyrównania niechlubnego rekordu LM należącego do Anderlechtu Bruksela, który w sezonach 2003/05 przegrał w LM 12 spotkań z rzędu. Od kompromitacji uratował jednak Dinamo Krstanović - autor gola wyrównującego z Kijowianami w 5. minucie doliczonego czasu gry!

FC Nordsjaelland - zdecydowanie najsłabszy uczestnik grupowej fazy Ligi Mistrzów. Mistrzowie Danii byli kompletnym outsiderem rozgrywek. W 6 meczach zdobyli zaledwie jeden punkt (remis u siebie z Juventusem 1:1). Ponadto strzelili cztery gole, ale ich obrona była dziurawa niczym szwajcarski ser, bowiem stracili aż 22 bramki, czyli średnia prawie cztery trafienia na mecz! Był to dla nich debiut w tych elitarnych rozgrywkach, który zakończył się blamażem. 

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/najwieksi_wygrani_i_przegrani_fazy_grupowej_ligi_mistrzow_253185-1--1-d.html

środa, 5 grudnia 2012

El Shaarawy robi furorę w AC Milanie! Godny następca Ibrahimovića?

Po odejściu Zlatana Ibrahimovića wydawało się, że AC Milan długo będzie czekał na jego następcę. Napastnika, który seryjnie zdobywałby gole, niejednokrotnie w sposób widowiskowy, przesądzające o końcowym rezultacie. W bieżących rozgrywkach tym kimś stał się 20-letni napastnik Stephan El Shaarawy, który po 15. kolejkach włoskiej Serie A jest liderem klasyfikacji strzelców!


Stephan  mimo, że urodził się we Włoszech to jego ojciec pochodzi z Egiptu i właśnie stąd może zawdzięczać swoje nazwisko "El Shaarawy". 20-latek na głęboką wodę wypłynął w Serie A dawno, bo już w 2008 roku, kiedy to mając zaledwie 16 lat i 55 dni zadebiutował w barwach FC Genoi w meczu z Chievo Werona. Jego przygoda z klubem z Genui trwała jednak tylko trzy spotkania.

Pierwszy raz z bardzo dobrej formy i dyspozycji strzeleckiej młodzieniec dał się poznać w swoim następnym klubie, którym była Padova, zespół Serie B. W sezonie 2010/11 El Shaarawy trafił do siatki aż dziewięć razy i dzięki temu zwrócił na siebie uwagę wielkiego Milanu, który zapłacił aż 7,5 mln euro za 18-letniego wówczas gracza! Wiele osób sceptycznie podchodziło do kwoty jaką "Rossoneri" przelali na konto klubu z Padvy. Jednak po zaledwie dwóch latach można śmiało powiedzieć, że nie była to suma ani trochę przepłaconaa Włoch przez te dwa lata niesamowicie dojrzał piłkarsko, stając się zawodnikiem, od którego Allegri rozpoczyna ustalanie składu.

"Faraon" jak jest nazywany El Shaarawy z racji swoich egipskich korzeni, w zespole Milanu zadebiutował we wrześniu 2011 roku w meczu z Napoli. Kontuzja Alexandra Pato stworzyła młokosowi szansę zaistnienia w barwach mediolańczyków. W swoim drugim występie w Serie A El Shaarawy wpisał się na listę strzelców, pokonując golkipera Udinese. Jednak w następnych miesiącach musiał pogodzić się z rolą rezerwowego i tylko po cichu mógł liczyć na to, że w przypadku kontuzji podstawowych zawodników Allegri ponownie da mu szansę gry.

Dodatkowo trener "Rossonerich" nie wyraził zgody na wypożyczenie nastolatka do słabszego klubu włoskiego. Już runda wiosenna poprzedniego sezonu rozgrywek włoskiej ekstraklasy  była sygnałem, że El Shaarawy będzie dostawał coraz więcej szans na grę w pierwszej jedenastce.

Przed rozpoczęciem sezonu 2012/13 AC Milan po wielkiej czystce w zespole i całkowitym przemeblowaniu składu poprzez sprzedaż m.in. Antonio Cassano, a także największej gwiazdy Zlatana Ibrahimovića "Rossoneri" szukali zawodnika, który mógłby ich zastąpić. Wybór padł na Gianpaolo Pazziniego, jednak Włoch po hat-tricku w początkowej fazie rozgrywek włoskiej Serie A bardzo spuścił z tonu i stracił miejsce w składzie na rzecz niesamowitego El Saarawy'ego, wokół którego kręci się cała gra Milanu.

Swój niesamowity festiwal bramkowy 20-latek rozpoczął, jakżeby inaczej ze swoim ulubionym rywalem - Udinese. Następnie  dwukrotnie pokonał bramkarzy Cagliari oraz po razie Parmy, Lazio, Genoi, Palermo i Chievo. "Faraon" pokazał się także z bardzo dobrej strony w rozgrywkach Ligi Mistrzów, gdzie w wyjazdowym meczu z Zenitem Sankt Petersburg, ustrzelił dublet, a "Rossoneri" pokonali rywala 3:2. Przed dwoma tygodniami Stephan kolejny raz zdobył dwie bramki w Serie A, tym razem na gorącym boisku w Neapolu, zakończonym remisem 2:2. Swoją strzelecką passą kontynuował w LM, gdzie trafił do siatki Anderlechtu. Natomiast w ubiegły weekend ponownie jego dwie bramki dały niezwykle cenną wygraną Milanu 3:1 w Catanii. Jakby tego było mało to w towarzyskim starciu reprezentacji Włoch z Francją zdobył swojego premierowego gola dla "Azzurich".

El Shaarawy gra w każdym meczu na boisku z charakterystycznym na głowie irokezem. Gracz o egipskich korzeniach ma zaledwie 20 lat i jest dopiero u progu wielkiej kariery. Sam wielokrotnie w wywiadach przyznawał, że to dzięki sprzedaży Ibrahimovića i Cassano wykorzystał swoją szansę, wskakując do podstawowego składu i stając się bardzo ważnym ogniwem w układance Allegriego. "Faraon" doskonale czuje się w ataku włoskiego zespołu. Nieźle gra tyłem do bramki, a ozdobą wielu jego meczów były gole zdobywane w bardzo efektowny sposób, w sposób niesygnalizowany i zaskakujący bramkarzy rywali.

Młodzieniec przebojem wdarł się do pierwszej jedenastki "Rossonerich" i nic nie wskazuje na to, aby miał je komukolwiek oddać. W 15. kolejkach Serie A zdobył w trwającym sezonie już 12 bramek i o dwa wyprzedza zajmującego drugą pozycje Edinsona Cavaniego. Ponadto został nominowany do nagrody najlepszego piłkarza grającego w Europie w kategorii do 21 lat. Czy dalsza część sezonu będzie równie udana dla Włocha i pełna w strzeleckie popisy?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Hit-kit Bundesligi i mizerny występ Atletico na Santiago Bernabeu

Z utęsknieniem, dużą niecierpliwością i wielkimi nadziejami, licząc na fantastyczne widowiska czekałem w sobotę na dwa hitowe starcia w Europie. Pasjonująco zapowiadały się bowiem derby Madrytu, a także mecz na szczycie Bundesligi pomiędzy Bayernem, a Borussią Dortmund. Czy sprostały moim oczekiwaniom?


Najpierw obejrzałem sobotnie starcie Bundesligi pomiędzy zdecydowanym liderem rozgrywek – Bayernem Monachium, a mistrzem Borussią Dortmund. Moje oczekiwania co do tego starcia były ogromne. Spodziewałem się w tym pojedynku bardzo dużo emocji, wielu pięknych, szybkich akcji rozgrywanych na najwyższych obrotach, wzbogaconych o elementy artystyczne do jakich należą niekonwencjonalne zagrania, podania, sztuczki techniczne itp. Liczyłem po prostu na wielkie piłkarskie widowisko z ładnymi golami, w którym będzie emocji co nie miara i nie będzie można odkleić wzroku od ekranu TV, zachwycając się gra obu zespołów.

Jednak co innego oczekiwania, a co innego rzeczywistość. Jakże srodze się zawiodłem po starciu, zapowiadanym jako najważniejszy mecz sezonu. Zabrakło jednak nie tylko ładnych kombinacyjnych akcji, wymian szybkich podań z pierwszej piłki, ale także powiewu świeżości. Oba zespoły miały także problem ze stwarzaniem sobie sytuacji do zdobycia goli, zwłaszcza w pierwszych 45. minutach. Pierwsza połowa była bardzo słabym widowiskiem, biorąc pod uwagę poziom atrakcyjności dla kibiców zasiadających, zarówno na Allianz Arena, jak i przed TV. Liczyłem również na dobry występ reprezentacyjnego tria, grającego na co dzień w barwach BVB. Jednak, ani Lewandowski, ani Błaszczykowski czy też Piszczek byli jakby w cieniu tego meczu, dostosowując się poziomem gry do większości swoich kolegów. Mecz zakończył się remisem 1:1 (gole Kroosa dla FCB i Goetze dla BVB) ze wskazaniem na Bayern, który w drugiej połowie mocno naciskał Westfalczyków, dążąc do strzelenia zwycięskiego gola.

Jednak Borussia, miała w swoich szeregach Romana Weidenfellera, który kilka razy świetnymi interwencjami zapobiegł utracie bramki. Mimo jego fantastycznych parad, to trochę za mało, aby powiedzieć o tym spotkaniu coś więcej niż poniżej średniego. Od meczu pomiędzy aktualnym mistrzem Niemiec, a liderującym rozgrywkom Bayernem wymaga się więcej, jednak piłkarze obu zespołów nie uraczyli widzów porywających widowiskiem, ograniczając się jedynie do walki i gry głównie w środkowej strefie boiska. Czy właśnie tak powinien wyglądać hit sezonu w Bundeslidze? Wydaje mi się, że absolutnie nie tędy droga. Poprzez zachowawczy styl obu ekip, bardzo straciło na tym widowisko, a najbardziej zawiedzeni byli z pewnością kibice, którzy zapłacili za bilety niemałe pieniądze i opuszczali stadion Allianz Arena nie do końca usatysfakcjonowani.

Licząc, że to się zmieni i nie zawiodę się poziomem gry, zasiadłem do drugiego hitowego starcia weekendu w sobotni wieczór, czyli derbów Madrytu, pomiędzy Realem, a Atletico. Mecz zapowiadał się pasjonująco z dwóch powodów. Po pierwsze, Atletico wyprzedzało lokalnego rywala przed tym spotkaniem aż o osiem punktów i było wiceliderem tabeli Primera Division. Natomiast po drugie byłem ciekawy, czy Real wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności i czy zniweluje stratę do pięciu punktów.

Moje oczekiwania były ogromne zwłaszcza do podopiecznych Diego Simeone, po których spodziewałem się, że nawiążą walkę z Realem i postarają się o sprawienie niespodzianki. Niestety Rojiblancos nawet przez chwilę nie podjęli walki z utytułowanym lokalnym rywalem. Przez cały mecz byli tylko tłem dla Królewskich, którzy w pierwszej połowie także się prezentowali bezbarwnie.


Druga połowa była już ciut ciekawszym widowiskiem, jednak tylko z perspektywy kibiców Realu, który po podwyższeniu prowadzenia na 2:0 po bramce Mesuta Oezila (pierwszego gola strzelił przepięknym strzałem z wolnego Cristiano Ronaldo) grał już na luzie, z pierwszej piłki, stwarzając sobie groźne sytuacje pod bramką Courtoisa. Jednak po meczu nie byłem usatysfakcjonowany, głównie tym, że tylko jedna drużyna i tylko w drugiej części gry prezentowała się ładnie dla oka. Podopieczni Jose Mourinho nadawali wydarzeniom ton na boisku i wynik 2:0 wydaje się najniższym wymiarem kary w tych jednostronnych derbach Madrytu.

Po Atletico, jak na wicelidera tabeli przystało spodziewałem się dużo więcej, jednak po raz kolejny okazało się, że są po prostu słabsi od lokalnego rywala. Gwiazdor ekipy  trenera Simeone – Radamel Falcao był cieniem zawodnika, który jeszcze w sierpniu w Superpucharze Europy demolował londyńską Chelsea niemal w pojedynkę, strzelając jej hat-tricka. Dobrą formę prezentował także w La Liga, jednak mecz z Realem go przerósł i nie zrobił nic, aby udowodnić, że zasługuje na transfer do innego potężnego klubu. Jedna dobra sytuacja, zresztą zmarnowana koncertowo, to trochę za mało jak na napastnika takiego wielkiego formatu, o którego starają się topowe kluby z Europy. Zatem seria Rojiblancos bez zwycięstwa z Królewskimi wynosi już 13 lat i 24 spotkania z rzędu i nic nie zapowiada, aby w przyszłości miało się to zmienić!

sobota, 1 grudnia 2012

Real - Atletico. Już dzisiaj elektryzujące derby Madrytu!

W sobotni wieczór (godz. 22) odbędą się derby Madrytu, w których Real podejmie na Santiago Bernabeu Atletico, rewelację sezonu 2012/13! Zapowiada się fantastyczne widowisko z udziałem trzeciego zespołu w tabeli i sensacyjnego wicelidera rozgrywek Primera Division. Czy Real zniweluje przewagę w tabeli do lokalnego rywala na dystans pięciu punktów, a może to "Rojiblancos" pokuszą się o niespodziankę na obiekcie "Królewskich"?


Real musi wygrać, natomiast Atletico tylko może. Mourinho na wylocie?

Nastroje w ekipie Królewskich przed meczem z Atletico nie są zbyt optymistyczne. W ubiegłą sobotę Real poległ sensacyjnie w Sevilli w starciu z miejscowym Betisem 0:1. Stolica Andaluzji jest w bieżącym sezonie zmorą Madrytczyków, którzy przegrali już drugi mecz w tym mieście. W sumie w całych ligowych rozgrywkach Real przegrał już trzykrotnie. Przypomnijmy, że kilka tygodni wcześniej ich katem okazała się Sevilla FC, która także odniosła minimalną wygraną 1:0, a także Getafe, które wygrało 2:1. Limit błędów w drużynie Jose Mourinho zdaje się być już na wyczerpaniu i w prasie madryckiej, poranny dziennik "El Pais" spekuluje, że ewentualna porażka Królewskich w derbach z "Rojiblancos" sprawiłaby, że posada Mourinho wisiałaby na włosku.

Dowodem na to, że nie ma najlepszej atmosfery między sympatykami "Los Blancos", a portugalskim szkoleniowcem Realu jest fakt, iż kibice klubu z Madrytu wygwizdali go przy okazji wtorkowej konfrontacji w wygranym 3:0 spotkaniu z trzecioligowym CD Alcoyano na Santiago Bernabeu. Madrytczycy, grając rezerwami mocno rozczarowali w tym meczu i dopiero wejście na murawę na co dzień podstawowych zawodników rozwiązało worek z bramkami.

Doszło nawet do tego, że w obronie portugalskiego trenera stanął Iker Casillas, który stwierdził, że powodem słabszej dyspozycji zespołu wcale nie są personalne decyzje Mourinho, który w maju przedłużył kontrakt do 2016 roku. Kapitan Królewskich powiedział, że: "bycie najlepszym szkoleniowcem na świecie nie jest czymś prostym. Oczekiwania kibiców i otoczenia są naprawdę ogromne i to czasami może przerodzić się w problem. Biorąc pod uwagę to, jak wiele nam dał, krytyka pod jego adresem jest trochę niesprawiedliwa" - zakończył bramkarz reprezentacji Hiszpanii, którego słowa są przytaczane na łamach portalu primeradivision.pl.

Część osób twierdzi, że zerwanie współpracy z Portugalczykiem oczyściłoby napiętą atmosferę na linii Jose Mourinho - Florentino Perez (prezes Realu), która w opinii wielu postronnych obserwatorów nie jest nawet poprawna.

Ubiegłoroczne sukcesy Realu to już przeszłość

Po ubiegłorocznym nieprawdopodobnym sezonie obfitym w rekordy strzeleckie - 121 zdobytych goli i punktowe - 100 oczek, pozostało już tylko wspomnienie i zapis w statystykach. W bieżącym Real nie może nawiązać do poprzedniego, ponieważ stracił już 13 punktów (w całym poprzednim zgubił zaledwie 14 oczek!), notując wiele słabych i bezbarwnych spotkań, zakończonych przykrymi wpadkami. Zatem derby Madrytu urastają dla Realu do rangi jednego z najważniejszych meczów w pierwszej części sezonu, bowiem już teraz Królewscy tracą do wicelidera Atletico 8 punktów i przegrana prawdopodobnie oznaczałaby pogrzebanie jakichkolwiek szans na doścignięcie swojego lokalnego rywala, a także włączenie się do walki o mistrzostwo Hiszpanii z będącą na czele tabeli FC Barceloną.

Derby Madrytu niezwykle korzystne dla "Królewskich"

Real Madryt pod wodzą Mourinho wygrał wszystkie ligowe potyczki z Atletico, w sumie sześć konfrontacji! Może to wydawać się wprost nieprawdopodobne, ale podopieczni Diego Simone czekają na wygraną z Realem od 13 lat! Ostatni raz cieszyli się ze zwycięstwa ligowego na Santiago Bernabeu w 1999 roku, kiedy to pokonali lokalnego rywala 3:1. Po serii znakomitych występów, czy to w La Liga, czy to w Lidze Mistrzów, teraz okazja do tego nadarza się wyjątkowa i wcale nie jest powiedziane, że Rojiblancos stoją na straconej pozycji wobec ostatnich słabych występów Królewskich. Inna sprawa jest natomiast taka, że Real z sześciu domowych potyczek tego sezonu, odniósł 5 zwycięstw i stracił punkty tylko raz, remisując z Valencią 1:1. Ostatnie dwie konfrontacje obu madryckich jedenastek kończyły się upokorzeniem Atletico i wysokimi porażkami po 1:4, zarówno na Vicente Calderon, jak i na Bernabeu.

Diego Simeone - twórca odrodzenia potęgi Atletico

Diego Simone jest głównym twórcą sukcesów madryckiego Atletico. Przejął klub niespełna rok temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia i cały rok był pasmem nieustających sukcesów "Rojiblancos". Najpierw w pięknym stylu wygrał ubiegłoroczną edycje Ligi Europy, a następnie zajął 5. miejsce w rozgrywkach La Ligi. Atletico nie udało się tylko zakwalifikować do fazy eliminacyjnej Ligi Mistrzów. Natomiast w tym sezonie, po 13. rozegranych kolejkach Primera Division, drużyna wprawia zachwyt wszystkich swoich sympatyków i stawia dzielnie czoła FC Barcelonie. Z 34 punktami znajdują się zaledwie o trzy oczka za "Blaugraną". Dodatkową satysfakcję daje im to, że "Los Colchoneros" wyprzedzają w ligowej tabeli gwiazdy z Realu aż o osiem punktów!

Ronaldo czy Falcao?

Fani madryckich jedenastek liczą na to, że głównymi aktorami sobotniego spektaklu, którzy poprowadzą swoje zespoły do wygranej, będą dwaj megagwiazdorzy - Cristiano Ronaldo z Realu i Radamel Falcao z Atletico. Obaj są najlepszymi strzelcami swoich drużyn w trwających rozgrywkach Primera Division. Portugalczyk trafiał do siatki 12 razy, natomiast Kolumbijczyk czynił to 11-krotnie. Ronaldo ostatnio nie ma dobrej passy, w listopadzie strzelił zaledwie jednego gola w La Liga. Miało to miejsce 11 listopada, czyli dobre trzy tygodnie temu. Portugalczyk wyjątkowo dobrze czuje się jednak grając w meczach przeciwko lokalnemu rywalowi, ponieważ w dwóch ostatnich konfrontacjach zdobył aż pięć bramek! W sumie we wszystkich derbowych meczach ta sztuka udała mu się aż siedmiokrotnie. Czy w sobotnim starciu z zespołem Simone przełamie swoją strzelecką niemoc?

Natomiast Kolumbijczyk także miał serię bez gola trwającą 3 kolejki ligowe. Jednak w meczu sprzed tygodnia z Valencią odblokował się, skutecznie egzekwując rzut karny, który rozpoczął demontaż Valencii w stosunku 4:0. Falcao jest obiektem westchnień wszystkich najmożniejszych europejskich klubów. Spekuluje się, że może odejść już w zimowym okienku transferowym, co byłoby znaczną stratą, ciężką do zrekompensowania w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii. Poważny akces po 26-letniego napastnika zgłasza od wielu tygodni londyńska Chelsea, która kusi Atletico oszałamiającymi kwotami, liczonymi w dziesiątkach milionów euro.

Sobotniego wieczoru zapowiada się zatem fantastyczny pojedynek Ronaldo z Falcao. Dla Portugalczyka mecz z Rojiblancos będzie okazją do udowodnienia, że w starciu z mocnym rywalem jest w stanie wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i poprowadzić Królewskich do wygranej. Natomiast dla El Tigre występ na stadionie Santiago Bernabeu będzie pierwszym w karierze. Kolumbijczyk wie już jednak, jak smakuje strzelanie goli z Realem. W meczu obu jedenastek sprzed pół roku strzelił honorowego gola na otarcie łez w przegranym meczu z Realem aż 1:4. Czy teraz poprowadzi Atletico do triumfu na obiekcie Królewskich?

Kontuzje przed derbami Madrytu

W zespole Realu na pewno nie zagra Gonzago Higuain, który zmaga się z urazem ścięgien udowych oraz Marcelo, który przed towarzyskim październikowym meczem Brazylii z Japonią we Wrocławiu doznał złamania kości śródstopia. Wykluczony jest także występ Michaela Essiena z nie do końca wyjaśnionych przyczyn. Niespełna 30-letni defensywny pomocnik podobno ma problemy alergiczne spowodowane wzięciem leku. Ghańczyk przebywa obecnie w Londynie, gdzie jest pod okiem specjalistów zespołu Chelsea. Ponadto w sobotę nie zobaczymy na murawie Raula Albiola. Obrońca Królewskich skręcił kostkę w lewej nodze podczas pucharowego meczu z Alcoyano.

Natomiast w ekipie Atletico praktycznie wszyscy będą do dyspozycji trenera, co oznacza, że Simeone będzie mógł wystawić niemal najsilniejszą jedenastkę, jaką obecnie dysponuje. Jedynie pod znakiem zapytania stoi występ Cristiana Rodrigueza, który ma problemy z prawym udem.

Gdzie oglądać derby Madrytu?

Transmisja na żywo z derbów Madrytu już w sobotę o 21.55 na antenie Canal+Gol HD. Głównym rozjemcą zawodów będzie pan Alberto Indiano Mallenco, który w tym sezonie nie przyniósł szczęścia ekipie Mourinho, ponieważ był arbitrem przegranego przez "Królewskich" 0:1 meczu z Sevillą.

Kto wygra w szlagierze 14. kolejki Primera Division? Czy Atletico Madryt przełamie swoją 13-letnią niemoc w potyczkach z "Królewskimi"? Czy Ronaldo przebudzi się i trafi do siatki po trzech tygodniach bez ani jednego gola?

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/real_atletico_juz_dzisiaj_elektryzujace_derby_madrytu_252535.html

piątek, 30 listopada 2012

Bayern - Borussia. W sobotę starcie gigantów Bundesligi!

W sobotni wieczór (godz. 18.30) oczy większości sympatyków Bundesligi będą skierowane na Allianz Arena w Monachium, gdzie lider rozgrywek Bayern zmierzy się z aktualnym mistrzem - Borussią Dortmund. Czy Lewandowski i spółka znajdą sposób na wywiezienie ze stolicy Bawarii trzech oczek, pozwalających marzyć o obronie tytułu mistrzowskiego? 


Nierówna forma Borussi w Bundeslidze 

Podopieczni Juergena Kloppa w rozgrywkach ligowych prezentują bardzo niestabilną formę. Pomimo tego, że w ostatnim czasie całkiem nieźle wygląda ich gra - ostatnią porażkę ligową zanotowali 20 października w prestiżowym meczu z Schalke, to obecnie zajmują dopiero trzecie miejsce w tabeli. Bayern zwiększył nad nimi przewagę do 11 punktów, a jakby tego było mało, to o 1 punkt przed klubem z Singal Iduna Park jest także Bayer Leverkusen, który w 14. serii gier odniósł efektowną wyjazdową wygraną 4:1 z Werderem Brema.

Natomiast dortmundczycy we wtorkowym meczu Bundesligi zaledwie zremisowali 1:1 na Signal Iduna Park z bardzo defensywnie ustawionym beniaminkiem Fortuną Düsseldorf. Ozdobą tego spotkania był cudowny gol Jakuba Błaszczykowskiego, zdobyty strzałem z woleja. Po tym remisie jeszcze bardziej oddaliła się od BVB szansa na dogonienie Bawarczyków, którzy w środę uporali się na wyjeździe z SC Freiburgiem, zwyciężając 2:0 po golach Thomasa Muellera i Anatoliya Tymoshchuka.

Westfalczycy, aby zachować jeszcze jakikolwiek cień szansy na obronę mistrzostwa Niemiec, nie mogą sobie pozwolić na sobotnią porażkę w Monachium. Przegrana z FCB zwiększyłaby stratę do podopiecznych Juppa Heynckesa do aż 14 punktów na niemal półmetku sezonu2012/13. Wydaje się, że byłaby to przewaga nie do odrobienia i pogrzebałaby najprawdopodobniej możliwości zdobycia przez BVB trzeci rok z rzędu mistrzowskiej patery.

Fantastyczny ligowy start Bayernu Monachium

Prezes Bayernu Uli Hoeness nie wyobraża sobie innego scenariusza, niż zdobycie w sezonie2012/13 mistrzostwa Niemiec przez Bawarczyków. Gracze prowadzeni przez Heynckesa po imponującej serii 8 ligowych zwycięstw z rzędu, swojego pogromcę znaleźli dopiero w 9. kolejce Bundesligi, ulegając niespodziewanie na własnym stadionie Bayerowi Leverkusen 1:2. Była to jedyna porażka monachijskiego klubu w całych rozgrywkach! Ponadto zaledwie raz podzieli się punktami z Norymbergą 1:1. Dotychczas zgromadzili w tabeli 34 punkty i zdecydowanie prowadzą. Grają niezwykle widowiskowy, ofensywny i atrakcyjny futbol dla oka, a przy tym niebywale skuteczny. Ostatnimi ofiarami Bawarczyków były Hannover 96 (wygrana 5:0) oraz wspomniany wyżej Freiburg (2:0). W niemieckiej lidze zdobyli już 38 bramek i zdecydowanie wyprzedzają drugą w tym zestawieniu Borussię Dortmund - 29 goli. Wniosek z tego jest taki, że Bawarczycy są najskuteczniejszą drużyną w Niemczech, a oprócz tego mogą także pochwalić się najszczelniejszą defensywą, która dopuściła do straty zaledwie pięciu bramek!

Mario Mandžukić vs Robert Lewandowski 

Ozdobą tego spotkania może być pojedynek dwóch najskuteczniejszych snajperów Bundesligi Mario Mandžukića i Roberta Lewandowskiego. Obaj trafiali do siatki dziewięciokrotnie, wspólnie z Niemcem Alexandrem Meierem z Eintrachtu Frankfurt.

Chorwat po kapitalnym początku sezonu i seryjnie strzelanych golach, w ostatnim czasie nieco stracił impet i skuteczność pod bramką przeciwników. Swoją poprzednią bramkę zdobył 17 października i było to jego pierwsze trafienie od trzech tygodni.

W dodatku po kontuzji do pełnej dyspozycji wrócił jego imiennik Mario Gomez, który w sobotnim meczu ligowym z Hannoverem popisał się nieprawdopodobnym wyczynem, zdobywając gola zaledwie po 30 sekundach od wejścia na murawę! W środowym spotkaniu z Freiburgiem to właśnie Gomez grał w podstawowym składzie i został zmieniony w 58. minucie przez Claudio Pizzaro. Natomiast Chorwat nawet na chwilę nie podniósł się z ławki i przesiedział cały mecz w rezerwie, oglądając kolegów z boksu. Ciężko jest zatem stwierdzić, na którego Mario zdecyduje się postawić Heynckes w meczu z mistrzami Niemiec.

Natomiast Lewandowski w ostatnich dwóch tygodniach prezentuje nieprawdopodobną skuteczność i zdobywa bramki z zadziwiającą powtarzalnością! W czterech meczach z rzędu ustrzelił cztery dublety! Dopiero we wtorkowym spotkaniu z Fortuną przerwana została jego znakomita passa. Dodatkowo 24-letni napastnik ma patent na monachijczyków, ponieważ w ubiegłym sezonie aż pięciokrotnie pokonywał bramkarza Manuela Neuera. Potrzebował do tego zaledwie trzech meczów. W finale pucharu Niemiec był bohaterem spotkania w Berlinie, zaliczając hat-tricka, a BVB upokorzyli Bawarczyków 5:2. Oprócz tego zdobył także honorową bramkę w przegranym 1:2 meczu o Superpuchar Niemiec, a także był autorem trafienia na wagę trzech oczek (wygrana 1:0) w ostatniej ligowej konfrontacji obu drużyn na Signal Iduna Park. Warto także wspomnieć o tym, że spośród pięciu najsilniejszych lig europejskich, Lewandowski jest aktualnie drugim strzelcem za cały listopad z 8 bramkami, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Reprezentant Polski znajduje się tylko za Leo Messim, który dziewięciokrotnie umieszczał piłkę w siatce.

Neutralizacja środkowej strefy monachijczyków kluczem do zwycięstwa Borussii

Kluczem do wygranej BVB w Monachium jest zneutralizowanie poczynań ofensywnych nieprawdopodobnie silnej linii pomocy klubu z Allianz Arena. Ciekawie zapowiada się walka w środkowej strefie boiska, gdzie Mario Goetze, wyceniany przez mistrza Niemiec na 37 mln euro, będzie starał się potwierdzić swoją wartość w sobotnim hicie. To właśnie niemiecki pomocnik był strzelcem jedynego gola (wygrana Borussii 1:0) w ligowym meczu na Allianz Arena, który miał miejsce ponad rok temu. Goetze co prawda nie grał w ostatnim meczu z Fortuną, ponieważ Klopp nie chciał ryzykować pogłębienia się lekkiego urazu swojej gwiazdy, ale Niemiec ma być już gotowy na sobotnie starcie z monachijczykami. W ostatnich tygodniach imponował bardzo dobrą formą. Był bohaterem potyczki w Lidze Mistrzów z Ajaksem, zakończonym rozbiciem rywala z Amsterdamu 4:1 (jedna bramka reprezentanta Niemiec i aż trzy asysty). Natomiast w ubiegłą sobotę zaliczył asystę przy golu Lewandowskiego w wygranym wyjazdowym meczu 2:1 z ekipą FSV Mainz. W całym sezonie ligowym 2012/13 jego statystyki wyglądają oszałamiająco - pięć bramek w jedenastu spotkaniach i do tego trzy asysty!

W monachijskiej drużynie cała linia pomocy spisuje się w bieżących rozgrywkach fantastycznie. Można powiedzieć, że każdy trener na świecie chciałby być na miejscu Heynckesa i mieć przynajmniej dwóch tak wysokiej klasy pomocników w swoim zespole, jakich posiada niemiecki szkoleniowiec. Zarówno Bastian Schweinsteiger, Javi Martinez, Toni Kroos, Thomas Mueller czy też Franck Ribery prezentują kapitalną formę na półmetku sezonu. Wrażenie muszą robić ich bramki i asysty, nawet dla tych osób, które na co dzień niespecjalnie interesują się ligą niemiecką. Najlepiej w tym zestawieniu wypada Mueller, który zdobył już 8 bramek i zaliczył 6 asyst. Pozostali gracze także starają się nie odstawać od reprezentanta Niemiec. Kroos umieszczał piłkę w siatce pięciokrotnie, natomiast Ribery i Schweinsteiger po cztery razy. Dodatkowo, debiutanckiego gola zdołał także strzelić Martinez, transferowy rekordzista Bundesligi, sprowadzony latem z Athletiku Bilbao za oszałamiająco sumę 40 mln euro. Hiszpan dołożył także dwie asysty. Jakby tego było mało, to siła rażenia linii pomocy jest jeszcze większa, bowiem do składu na mecz z Borussią wraca Arjen Robben, który ostatnio był kontuzjowany i nie grał przez kilka tygodni.

Kapitalna passa BVB w ostatnich potyczkach z Bayernem

Klub z Zagłębia Ruhry ma patent na Bayern Monachium. Każda z czerech ostatnich ligowych potyczek między obiema drużynami kończyła się wygraną BVB, czy to w Dortmundzie, czy w Monachium. W poprzednim sezonie Borussia dwa razy pokonała Bawarczyków po 1:0. Z kolei Bayern ostatnie ligowe zwycięstwo odniósł z żółto-czarnymi ponad dwa i pół roku temu, kiedy to na własnym obiekcie wygrał 3:1 po golach van Bommela, Robbena i Gomeza. Honorowe trafienie dla BVB zaliczył wtedy Mohammed Zidan. Natomiast w meczu tych drużyn z sierpnia tego roku, rozpoczynającym bieżący sezon, którego stawką był Superpuchar Niemiec, zawodnicy Heynckesa ograli Borussię 2:1 po golach Muellera i Mandzukića. Honorowe trafienie dla dortmundczyków zaliczył nasz reprezentacyjny napastnik.

Gdzie będzie transmisja z meczu Bayern - Borussia ?

Bezpośrednią transmisję przeprowadzi stacja Eurosport 2. Początek w sobotę o 18.30!

Czy Dortmundczycy zachowają po meczu z Bayernem szanse na obronę mistrzowskiego tytułu, zmniejszając do monachijskiego klubu stratę punktową w tabeli Bundesligi? Czy Borussia zdoła zatrzymać rozpędzonych monachijczyków? Jak się spisze polskie trio? Czy Lewandowski po raz kolejny pokona Neuera?

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bayern_borussia_w_sobote_starcie_gigantow_bundesligi_252433-1--1-d.html

czwartek, 29 listopada 2012

Dwa oblicza Borussii. Dlaczego zachwycają w LM, a zawodzą w lidze?



Borussia Dortmund w sezonie 2012/13 prezentuje dwa odmienne oblicza w rozgrywkach niemieckiej Bundesligi i elitarnej Lidze Mistrzów. Za nami niemal półmetek rozgrywek ligi niemieckiej, a mistrzowie Niemiec tracą już 11 punktów do lidera z Monachium. Z czego wynika tak słaba postawa podopiecznych Juergena Kloppa na własnym podwórku, w porównaniu do europejskich pucharów, w których radzą sobie wyśmienicie?

BVB w Bundeslidze swoją grą w bieżącym sezonie niemieckiej ekstraklasy nie rozpieszczają fanów, a często doprowadzają ich nawet do frustracji. Styl prezentowany przez Borussię w lidze niemieckiej bardzo różni się od tego, którym zachwycali się wszyscy kibice w ubiegłym sezonie.

Natomiast Bayern niczym wytrawny bokser punktuje każdego swojego rywala, posyłając go na deski, niejednokrotnie demolując kilkoma bramkami. W ten sposób sukcesywnie powiększa swoją przewagę nad dortmundczykami w ligowej tabeli, która po 14. kolejce urosła już do 11 punktów.

Westfalczycy w zeszłym sezonie grali w Bundeslidze bardzo szybką, ofensywną, atrakcyjną dla oka piłkę, wplatając w to elementy zaskoczenia, finezji i polotu. Kombinacyjne wymiany podań między Lewandowskim, Goetze, a Kagawą kończące się bramkami, były wisienką na torcie w wielu meczach. Tego ostatniego zawodnika już jednak nie ma w Borussii, bowiem latem odszedł do Manchesteru United.

Wydaje się, że pozbycie się Japończyka jest jednym z efektów ubocznych i powodów słabszej gry Borussii w tegorocznym sezonie Bundesligi. Sprowadzony za śmieszne pieniądze w 2010 roku z drugiej ligi japońskiej z zespołu Cerezo Osaka, 23-letni pomocnik zrobił furorę w Bundeslidze, niemal z miejsca stając się jej gwiazdą. Każda akcja przeprowadzana przez dortmundczyków przechodziła przez niewysokiego, niezwykle dynamicznego reprezentanta Japonii, który umiał podać piłkę w niekonwencjonalny sposób, mając oczy niemal dookoła głowy. To właśnie po jego zagraniach większość bramek zdobywał Lewandowski. Kagawa był przy tym także niesamowicie skuteczny, ponieważ w 49 ligowych występach w barwach "żółto-czarnych" w ciągu dwóch sezonów zdobył aż 21 bramek!

Drugim powodem słabszej gry BVB w Bundeslidze niż w Lidze Mistrzów jest mentalność i nastawienie zawodników. Gracze klubu z Signal Iduna Park jakże inaczej wyglądają w Lidze Mistrzów, gdzie wygrali niezwykle trudną grupę D, nazywaną "grupą śmierci", zostawiając w pokonanym polu takie firmy jak Real Madryt, Manchester City i Ajax Amsterdam. W europejskich rozgrywkach potrafią się zmobilizować, grając z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami, natomiast wracając na krajowe podwórko i mecze ligowe, wyglądają jakby mieli rozładowane akumulatory.

Innym powodem jest także w mojej opinii lekceważenie teoretycznie słabszego rywala, tak jak to miało miejsce w ostatnim meczu ligowym z Fortuną Düsseldorf, gdzie prowadząc 1:0 nie starali się zdobyć za wszelką cenę drugiej bramki, aby dobić rywala, tylko zadowolili się tym co mają. Sytuacja ta zemściła się na nich 12 minut przed końcem spotkania, kiedy beniaminek doprowadził do remisu i wywiózł z Signal Iduna Park jeden punkt.

Ostatnim czynnikiem, który decyduje o tym, że mistrzowie Niemiec nie radzą sobie równie dobrze w ligowej rzeczywistości, co w europejskich pucharach jest element taktyki zwany pressingiem. Oglądając mecze Ligi Mistrzów ma się wrażenie, że każdy zawodnik BVB chce z siebie dać jeszcze więcej niż jest w stanie, grając nie na 100 proc., a na 150 albo i nawet 200. Cały zespół atakuje już na połowie przeciwnika, starając się odzyskać jak najszybciej piłkę. Pressing ten często przynosi efekty, wobec czego rywale się gubią i prokurują groźne sytuacje pod własnym polem karnym. Podopieczni Kloppa oprócz tego grają zdecydowanie szybciej i bardziej kombinacyjnie, niż ma to miejsce w rodzimych rozgrywkach. Akcje przeprowadzane przez dortmundczyków w LM, często zapierają dech w piersiach i nie są jednorazowe, tylko regularnie powtarzane. Polot, fantazja, niesamowita technika, piękne indywidualne, pełne finezji zagrania, wyznaczają jakość Borussii w rozgrywkach pucharowych, natomiast w Bundeslidze należą do rzadkości.

W lidze Borussia nie gra na 100 proc. swoich możliwości i bardzo często traci głupie, bezsensowne bramki, często po indywidualnych błędach obrońców w kryciu. Wynika to z braku koncentracji, maksymalnego zaangażowania i nastawienia, które prawdopodobnie ma miejsce w głowach zawodników, którzy myślą sobie, że jak grają ze słabszym rywalem, to jakoś to będzie i dowiozą korzystny wynik do końca spotkania.

Podopieczni Juergena Kloppa mają niesamowity potencjał ofensywny, który przy odpowiednim nastawieniu, tzw. mentalności zwycięzcy, powinien być wykorzystywany nie tylko w Lidze Mistrzów, ale także w Bundeslidze. Jeżeli trener zaszczepi w graczach te cechy, a także regularność i powtarzalność zagrań to z czasem przyjdą także dużo lepsze wyniki mistrzów Niemiec w rodzimej lidze.

Najbliższa okazja będzie niepowtarzalna, bowiem w sobotę BVB zmierzy się w Monachium z rozpędzonym Bayernem. Czy będziemy oglądać przebudzenie Borussii i ich nową-starą ligową jakość, która była znakiem rozpoznawalnym poprzedniego sezonu?

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dwa_oblicza_borussii_dlaczego_zachwycaja_w_lm_a_zawodza_w_252291-1--1-d.html

środa, 28 listopada 2012

Everton - Arsenal. Mecz o "sześć punktów" w Premier League!


W najciekawszym spotkaniu 14. kolejki Premier League, jedna z rewelacji rozgrywek Everton zmierzy się z Arsenalem Londyn na Goodison Park. Mecz określany jest mianem starcia o "sześć oczek", ponieważ oba kluby sąsiadują ze sobą w tabeli, odbędzie się dzisiaj wieczorem o 20.45. Czy Wojciech Szczęsny zachowa czyste konto? Czy Kanonierzy podtrzymają dobrą passę z ostatnich spotkań na obiekcie "The Toffees"?

Everton - specjaliści od remisów

W przeciągu 7. kolejek Premier League podopieczni Davida Moyes'a szczególnie upodobali sobie wyniki remisowe. Dzielili się w nich punktami z przeciwnikami aż pięciokrotnie! "The Toffees" po imponującym początku sezonu i pokonaniu na własnym obiekcie Manchesteru United w ostatnich tygodniach nieco spuścili z tonu, notując zaskakująco dużą liczbę remisów (już sześć w sumie!) i gubiąc, wydawałoby się pewne trzy punkty w końcowych fragmentach spotkań (stracone gole w remisowych potyczkach z Fulham - gol Sidwella w 90. minucie oraz w sobotnim starciu z Norwich - bramka Bassonga już w doliczonym czasie gry). W ostatnich pięciu kolejkach podopieczni Davida Moyesa wygrali zaledwie raz, jeden mecz przegrali i aż trzy zremisowali. Mimo tych wpadek w tabeli plasują się na wysokim piątym miejscu z dorobkiem 21 oczek na koncie, wyprzedzając o jeden punkt swojego najbliższego rywala, czyli zespół londyńskiego Arsenalu.

Fatalna postawa Kanonierów w defensywie

Kanonierzy w ostatnich tygodniach prezentują bardzo niestabilną formę. Dobre spotkania przeplatają słabszymi. Nierówna forma podopiecznych Arsene Wengera spowodowana jest fatalnymi błędami obrońców, którzy często popełniają niewytłumaczalne kiksy i prokurują groźne sytuacje strzeleckie pod swoim polem karnym, a także plagą kontuzji. Rzadko kiedy Wegner ma komfort, aby miał do dyspozycji w pełnym komplecie zdrową linię obrony przed meczami ligowymi, czy też pucharowymi. Wahania formy i kosztowne pomyłki zdarzały się już w tym sezonie takim graczom jak: Laurent Koscielny, Thomas Vermaelen czy też Per Mertesacker. Wydaje się, że wybawieniem z tych kłopotów może być podpisanie umowy sponsorskiej z liniami lotniczymi Fly Emirates, które w zamian za miejsce na koszulkach wypłaci klubowi z Emirates Stadium 150 mln funtów do sezonu 2018/19. Część otrzymanej gotówki już w styczniowym okienku transferowym będzie można przeznaczyć na wzmocnienie defensywy Kanonierów.

Arsenal traci szanse na tytuł co sezon w listopadzie

Arsenal co roku przed startem sezonu ligowego na Wyspach jest wymieniany w gronie głównych faworytów, jednak jak przychodzi co do czego, to mniej więcej na przełomie listopada i grudnia marzenia o zdobyciu tytułu musi zawsze odkładać na następny sezon. Nie inaczej jest w obecnych rozgrywkach. Kanonierzy zajmuje 6. miejsce w tabeli, mając aż 10 punktów straty do lidera Manchesteru United. W ostatni weekend po bezbarwnym meczu zaledwie zremisował w wyjazdowej potyczce z Aston Villą 0:0. Duża w tym zasługa Wojciecha Szczęsnego, który w kapitalny sposób sparował strzał Holmana na poprzeczkę i zapobiegł utracie gola w 80. minucie gry.

Sympatycy Arsenalu mają dość trenera Wengera?

Najjaśniejszym ogniwem Kanonierów na Villa Park był Oliver Giroud, który został zmieniony przez trenera w ostatnich minutach spotkania przez pomocnika Francisa Coquelina. Bardzo długo przebiegał proces aklimatyzacyjny Francuza w zespole z Londynu. Jednak wydaje się, że najgorsze ma już za sobą, ponieważ w ostatnich pięciu spotkaniach zdobył cztery bramki. Zdjęcie francuskiego napastnika z boiska bardzo nie spodobało się fanom Kanonierów, którzy z wielkim oburzeniem krzyczeli i śpiewali w stronę francuskiego menedżera Londyńczyków słowa o treści: "Arsene, nie wiesz co robisz".

Wegner piastujący funkcję szkoleniowca Arsenalu już od 15 lat, na konferencji prasowej tuż po meczu odniósł się do tego nieprzyjemnego zdarzenia: "Nie chcę tego komentować. Wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię. Zostawiam to do waszej oceny. Staram się tak jak mogę. Czy jest to szkodliwe? Udało mi się wykonywać tę robotę przez 30 lat na najwyższym poziomie i mam wam jeszcze udowadniać, że potrafię zarządzać zespołem?. Jak dużo meczów poprowadziliście? Obiecuję, że jeśli uda się wam chociaż jeden, będę siedział na trybunach i śpiewał: "Wiesz, co masz robić" - skwitował wyraźnie poddenerwowany francuski trener, którego słowa są cytowane przez portal gunners.com.pl.

Obiekt Goodison Park szczęśliwy dla Kanonierów

W ostatnim czasie stadion Evertonu jest bardzo przyjazny dla podopiecznych Arsene Wengera. W trzech ostatnich konfrontacjach Londyńczycy zdobyli pełną pulę, wygrywając 6:1, 2:1 i 1:0 w marcu bieżącego roku po bramce Vermaelena. Ostatnią porażkę zanotowali natomiast pięć lat temu 0:1 po golu Andy Johnsona w 91. minucie gry! Statystyki przemawiają zatem za klubem z Emiratem Stadium, jednak podopieczni Moyesa tanio skóry nie sprzedadzą i będą chcieli się zrehabilitować za ostatnią domową wpadkę z Norwich City. Biorąc pod uwagę wszystkie starcia w historii między obiema drużynami zdecydowanie górą są także Londyńczycy , którzy na 197 spotkań rozstrzygnęli na swoją korzyść 98 z nich. Ponadto 41 zakończyło się podziałem punktów i 58 wygraną klubu z Liverpoolu.

Absencje i powroty w obu zespołach

W obozie Evertonu wszyscy cieszą się z powrotu do składu po jednomeczowej absencji z powodu nadmiaru żółtych kartek największej gwiazdy Marouane'a Fellainiego, który w trwającym sezonie w największym stopniu decyduje o obliczu zespołu Davida Moyesa. Belg zadziwia wszystkich swoją fantastyczną dyspozycją strzelecką. Zdobył już sześć goli w Premier League i jest najskuteczniejszym zawodnikiem The Tofees, a ponadto zanotował cztery asysty. Głównym powodem niesamowitej metamorfozy strzeleckiej Fellainiego jest zmiana jego pozycji na boisku w porównaniu do poprzednich sezonów, kiedy to miał zadanie tylko defensywne, ograniczające się do przerywania ataków rywali. W obecnym belgijski pomocnik gra tuż za plecami chorwackiego napastnika Jelavića. Swoje walory ofensywne Fellaini potwierdza, nie tylko poprzez kapitalne warunki fizyczne i gole strzelane głową. Ostatnio zaczął także zdobywać seryjnie bramki po ładnych uderzeniach z dystansu. Już teraz jest wyceniany na około 30 milionów euro i wszystko wskazuje na to, że sezon 2012/13 będzie dla Belga najlepszym w całej karierze.

W zespole The Toffees na pewno nie zagra kapitan Phil Neville, który cały czas leczy kontuzjowane kolano. Niepewny jest także występ Kevina Mirallasa, który narzeka na uraz scięgna uda.

W zespole Arsenalu do składu wraca po dwumeczowej absencji Theo Walcott, który miał kontuzję barku. Po długotrwałej rekonwalescencji, prawdopodobnie na ławce rezerwowych zasiądzie czeski pomocnik Tomas Rosicky, który nie gra już w piłkę niemal pół roku, od czasu Euro 2012 z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. W kadrze na spotkanie z Evertonem zabraknie natomiast narzekających na urazy Abou Diabego (udo), Andre Santosa (mięśnie brzucha) oraz Łukasza Fabiańskiego (plecy).

Gdzie oglądać starcie Everton - Arsenal?

Pojedynek 14. kolejki Premier League pomiędzy The Toffees, a Kanonierami będzie można obejrzeć na żywo o 20.40 na antenie stacji Canal+ Sport HD.

Czy Arsenal wywiezie trzy oczka z Goodison Park? Czy Wojciech Szczęsny zachowa czyste konto? Czy duet londyńskich snajperów Podolski - Giroud pokona Tima Howarda?

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/everton_arsenal_mecz_o_szesc_punktow_w_premier_league_252197-1--1-d.html

wtorek, 27 listopada 2012

Džeko i Hernandez - super-rezerwowi w Premier League!

W angielskiej Premier League gra wielu zawodników wysokiej klasy, jednak nie dla wszystkich z nich jest miejsce w wyjściowej jedenastce. Do tego grona zaliczają się świetni snajperzy sąsiadów zza miedzy, obu Manchesterów. W City wyśmienitym dżokerem w talii Roberto Manciniego jest Edin Džeko, natomiast w United podobną funkcję pełni Javier Hernandez.


Bośniak w bieżących rozgrywkach ligowych 2012/13 na Wyspach kapitalnie się czuje w roli zawodnika wchodzącego z ławki rezerwowych. Manchester City z pewnością nie byłby obecnie wiceliderem tabeli ligi angielskiej, gdyby nie bramkostrzelny napastnik. Džeko strzelił dla "The Citizens" już sześć bramek i mimo tego, że jest zazwyczaj graczem rezerwowym, może poszczycić się największą liczbą goli w swoim zespole, wspólnie z Carlosem Tevezem. Bośniacki snajper w sumie od początku kariery w barwach City zdołał trafić aż 31 razy w 80 spotkaniach (średnia 0,38 gola na mecz). Ponadto w 36 meczach będąc rezerwowym aż 13-krotnie umieszczał piłkę w siatce rywali i może pochwalić się znakomitą średnią 0,36 bramki na jedno spotkanie.

Już w poprzednim sezonie reprezentant Bośni był bardzo ważnym ogniwem dla klubu z Etihad Stadium. To właśnie, nie kto inny jak właśnie Džeko zdobył niezwykle ważną bramkę wyrównującą na 2:2 w elektryzującym meczu ostatniej kolejki poprzedniego sezonu Premier League (wygrana z Queens Park Rangers 3:2 na wagę tytułu mistrzowskiego).

W obecnych rozgrywkach także wiele zależy od dyspozycji Džeko w meczach Premier League. 26-letni napastnik ratował już nie raz skórę Obywatelom w lidze angielskiej, zdobywając niezwykle cenne gole na wagę zwycięstwa w meczach z West Bromwich (dwa trafienia), Fulham (jedna bramka) oraz Tottenhamem (jeden gol). Ponadto trafiał także z Southamptonem i Queens Park Rangers.

Pomimo, że konkurencja w ataku The Citizens jest ogromna, bowiem Bośniak musi walczyć o miejsce w składzie z takimi tuzami jak: Carlos Tevez, Sergio Aguero i Mario Balotelli to za swoją grę, zazwyczaj będąc rezerwowym odwdzięcza się w najlepszy z możliwych sposobów zdobywając wiele ważnych goli.

Drugim zawodnikiem, który zasługuje na miano super dżokera w angielskiej ekstraklasie jest Javier Hernandez, na co dzień zawodnik Manchesteru United. Meksykanin jest tylko rezerwowym, który wchodząc na murawę zawsze znajdzie się tam gdzie trzeba i trafi do bramki rywala w najmniej spodziewanym momencie. W barwach klubu z Old Trafford występuje od sezonu 2010/11, kiedy to będąc kompletnie anonimowym zawodnikiem przybył na Wyspy z meksykańskiego zespołu CD Chivas de Guadalajara. Pod okiem Alexa Fergusona rozwinął się niesamowicie jego talent piłkarski i Szkot odkrył w nim także jego niebywały instynkt strzelecki i smykałkę do strzelania bramek, zwłaszcza w decydujących fragmentach spotkań.

W swoim debiutanckim sezonie ligowym w barwach Czerwonych Diabłów zdobył aż 13 goli, w drugim 10, natomiast w obecnym jest na najlepszej drodze do poprawienia swojego osiągnięcia z pierwszego sezonu w Premier League. Meksykanin będąc graczem rezerwowym zdołał już zaaplikować przeciwnikom pięć goli w obecnych rozgrywkach. 24-letni napastnik wyśmienicie czuje się w roli rezerwowego, bowiem w sumie grając zaledwie niespełna 300 minut (dziewięć występów, w tym siedem z ławki) pokonywał bramkarzy Wigan, Queens Park Rangers oraz zapewnił trzy oczka w potyczkach z Chelsea (jeden gol) oraz odwrócił losy meczu z Aston Villą ( wygrana 3:2 i dwa trafienia, w tym decydujące o zwycięstwie w 87. minucie gry!). Chicharito w 95 spotkaniach MU zdobył już 41 bramek przy imponującej średniej 0,43 na występ. Dodatkowo w 40 z tych gier wchodził na murawę z ławki rezerwowych i będąc zmiennikiem strzelił aż 14 bramek!

Kluby obydwu graczy zmierzą się ze sobą w bezpośrednim starciu już 9 grudnia w derbach Manchesteru na Etihad Stadium. Kto tym razem będzie górą ? Grający znakomicie głową i tyłem do bramki Džeko, czy też może lis pola karnego Hernandez?

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rekordowe passy FC Barcelony i Leo Messiego!

FC Barcelona rozgromiła Levante, czwartą siłę Primera Division w 13. kolejce ligi hiszpańskiej, umacniając się tym samym na pozycji lidera rozgrywek z przewagą aż 11 oczek na zajmującym trzecie miejsce Realem Madryt. Wygrana ta była dla Katalończyków już dwunastą w tym sezonie, dzięki czemu "Blaugrana" jest o krok od ustanowienia rekordu wszechczasów otwarcia La Ligi! Natomiast Leo Messiego dzielą już tylko cztery gole od stania się najlepszym strzelcem w historii, biorąc pod uwagę jeden rok kalendarzowy!

Zespół Levante to ubogi krewny Valencii, bowiem oba kluby wywodzą się z tego samego miasta. Podopieczni Juana Ignacio Martineza w tym sezonie wiążą ledwo koniec z końcem z powodu problemów finansowych, a mimo tego zadziwiają wspaniałą postawą w rozgrywkach Primera Division. Przed 13. serią gier Levante znajdowało się na czwartym miejscu w tabeli. Duża w tym zasługa trenera, który kapitalnie poukładał zespół. Znakiem firmowym Levante jest doskonała organizacja gry w defensywie i szybko wyprowadzane kontrataki. Do składu doskonale wkomponował się nowy nabytek Obafemi Martins, który przyszedł przed tym sezonem na zasadzie bezgotówkowego transferu z rosyjskiego Rubina Kazań i z miejsca stał się najlepszym snajperem zespołu. Do tej pory zdobył już pięć goli.

FC Barcelona przyjechała do klubu z Valencii z myślą powiększenia przewagi nad odwiecznym rywalem Realem Madryt, który dzień wcześniej poległ sensacyjnie w Sevilli z Betisem 0:1. "Blaugrana" wywiązała się z tego planu wzorowo i bezbłędnie. Gracze Levante byli tylko tłem dla podopiecznych Tito Vilanovy, a wynik 0:4 odzwierciedla różnicę klas jaka dzieliła w niedzielny wieczór obydwa zespoły. Bohaterem potyczki był Andres Iniesta, który zanotował genialny występ, okraszony trzema aystami i jedną przepiękną bramką. Na to wszystko potrzebował zaledwie piętnastu minut w drugiej części gry! Między 47, a 62. minutą gole dla "Dumy Katalonii" zdobywali, dwie Messi, jedną Cesc Fabregas i wspomniany wyżej Iniesta. W końcówce spotkania Victor Valdes obronił rzut karny wykonywany przez Barkero.

Zwycięstwo Barcelony sprawiło, że aktualnie przewaga nad Realem Madryt urosła aż do 11 punktów po rozegraniu 1/3 rozgrywek! Co prawda nie przesądza to jeszcze walki o tytuł, ale sprawia, że podopieczni Jose Mourinho chcąc myśleć cały czas o obronie tytułu nie będę mogli sobie już pozwolić praktycznie na żadną stratę punktów w pozostałych kolejkach i będą musieli liczyć także na potknięcia Barcy w dalszej fazie rozgrywek Primera Division.

Barcelona, pokonując Levante na Ciutat de Valencia odniosła już dwunaste zwycięstwo na trzynaście potyczek (jedyny remis z Realem Madryt) i tym samym wyrównała historyczny rekord otwarcia La Ligi ustanowiony w sezonie 1991/92 przez "Królewskich", którzy mieli wtedy identyczny dorobek punktowy po rozegraniu 13. kolejek. 

Okazja do zostania samodzielnym rekordzistą będzie już w sobotę, kiedy to na Camp Nou przyjedzie Athletic Bilbao. Barcelona zdobyła w sezonie 2012/13 aż 37 punktów na 39 możliwych i jedynym jej poważnym konkurentem w walce o mistrzostwo jest w tym momencie Atletico Madryt, które ma tylko trzy oczka mniej.

Warto także podkreślić fakt, że od 14. minuty po kontuzji odniesionej przez Dani Alvesa i wprowadzeniu Martina Montoi na murawie cała jedenastka Barcelony była złożona z samych wychowanków, którzy swoje pierwsze kroki stawali w słynnej katalońskiej akademi "La Masii".

Oprócz wyrównania rekordu "Blaugrany" innym, który jest już zaledwie o włos od pobicia, jest indywidualne osiągnięcie Leo Messiego. Argentyńczykowi, zdobywcy dwóch bramek z Levante, brakuje zaledwie czterech goli, aby stać się najlepszym snajperem w historii, biorąc pod uwagę jeden rok kalendarzowy. "Atomowa Pchła" strzeliła w 2012 roku już 82 gole, więc rekord legendarnego Gerda Muellera z 72' roku (85 trafień) jest mocno zagrożony. Ponadto Messi z 19 bramkami na koncie zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji najlepszych snajperów La Ligi z przewagą siedmiu goli, nad zajmującym drugą pozycję Cristiano Ronaldo.

czwartek, 22 listopada 2012

Borussia Dortmund miażdży Ajax w Amsterdamie. Dwa gole Lewego!

Borussia Dortmund nadspodziewanie łatwo poradziła sobie w Amsterdamie z miejscowym Ajaxem przy bardzo żywo reagującej publiczności, wygrywając aż 4:1 po dwóch golach Robert Lewandowskiego oraz po jednym Mario Goetze i Marco Reusa. Gwiazdą wieczoru był Goetze, który miał udział przy wszystkich bramkach Dortmundczyków! Wygrana ta przy remisie w korespondencyjnym meczu Manchesteru City z Realem Madryt zapewniła Borussi awans z pierwszego miejsca w grupie śmierci do najlepszej "16". 

Podopieczni Juergena Kloppa całkowicie panowali na Amsterdam Arena, prezentując niezwykle dojrzały, poukładany i wyrachowany futbol. Westfalczycy stosowali niesamowity pressing na połowie rywala, z którym kompletnie nie mogli poradzić sobie zawodnicy Franka de Boera.

Pierwszy gol padł już w 8. minucie spotkania, kiedy to dwójkową, kombinacyjną akcję przeprowadzili między sobą wielkie nadzieje niemieckiej reprezentacji: Goetze i Reus. Pierwszy podawał, a drugi umieścił piłkę w siatce Vermeera po uderzeniu z pięciu metrów.

Na kolejną bramkę kibice zgromadzeni na Amsterdam Arenie czekali do 36. minuty. Fantastyczną akcję przeprowadził Goetze, który przy biernej postawie obrońców wymanewrował całą defensywę gospodarzy i płaskim strzałem po krótkim rogu podwyższył prowadzenie Westfalczyków.

Zaledwie pięć minut później Borussia cieszyła się z trzeciego gola. Swoją bramkę dołożył Lewandowski, który z bliskiej odległości dobił strzał Goetze. Prowadzenie podopiecznych Kloppa po 41 minutach to był już nokaut, którego nikt z sympatyków Ajaxu zupełnie się nie spodziewał.

Druga połowa toczyła się także pod dyktando Dortmundczyków, ale gospodarze również mieli swoje szanse. Jednak w bramce BVB dobrze spisywał się Roman Weidenfeller. W 67. minucie, bohater tego meczu Goetze z lewego skrzydła dograł idealnie piłkę do napastnika reprezentacji Polski Lewandowskiego, który mimo tego, że przyjął ją trochę niedokładnie zdołał zmieścić w bramce Vermeera. Był to już czwarty gol Lewego w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów. W 70. minucie za bohatera spotkania Goetze wszedł polski skrzydłowy Jakub Błaszczykowski.

Bramkę na otarcie łez dla podopiecznych Franka de Boera na cztery minuty przed końcem gry zdobył rezerwowy Hoesen, wprowadzony na boisku w drugiej połowie. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od nogi obrońcy Subotića i wpadła tuż przy słupku do bramki Weidenfellera.

Borussia zagrała kapitalny mecz udokumentowany czterema bramkami. Solidny występ zaliczyłŁukasz Piszczek, który często włączał się w akcje ofensywne swojego zespołu. W obronie nie popełnił żadnego błędu, kilka razy zażegnując niebezpieczeństwo. Robert Lewandowski popisał się z kolei bardzo dobrą skutecznością, można powiedzieć, że 100 proc. bowiem obie sytuacje, które Polak miał w tym meczu zamienił na bramki. Jednak niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był Mario Goetze, który rozegrał wspaniałe zawody, uczestnicząc w każdej akcji ofensywnej Dortmundczyków. Niemiecki pomocnik miał udział we wszystkich czterech golach dla BVB. Zdobył jedną bramkę i dołożył ponadto aż trzy asysty!

Borussia Dortmund, gromiąc Ajax w Amsterdamie jako pierwsza niemiecka drużyna w historii wygrała w stolicy Holandii. Ponadto zapewniła sobie awans do wiosennej fazy 1/8 finału Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca, nie ponosząc w 5. kolejkach ani jednej porażki i zdobywając 11 punktów! Zwycięstwo w "grupie śmierci" jest wielkim sukcesem Dortmundczyków, którzy po nieudanym, zeszłorocznym podejściu do LM, w sezonie 2012/13 wyciągnęli z niego wnioski, prezentując bardzo dojrzałą i wyrachowaną grę, podpartą znakomitym pressingiem i grą z kontry. W ostatniej serii spotkań, która dla BVB nie będzie miała już żadnego znaczenia, zmierzy się z Manchesterem City na Signal Iduna Park.

Ajax Amsterdam - Borussia Dortmund 1:4

Bramki: Hoesen (86.) - Reus (8.), Goethe (36.), Lewandowski (41.,67.)

Składy:

Ajax: Vermeer - Van Rhijn, Alderweireld, Moisander, Blind - Enoh (64. Hoesen), Poulsen (46. Schone), Eriksen - Lukoki, De Jong, Boerrigter (73. Fischer)

Borussia: Weidenfeller - Piszczek, Subotić, Hummels, Schmelzer - Bender (63. Perisić), Gundogan - Goetze (70. Błaszczykowski), Reus (79. Schieber), Grosskreutz - Lewandowski

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/borussia_dortmund_zmiazdzyla_ajax_w_amsterdamie_dwa_gole_251413.html

środa, 21 listopada 2012

LM. Ajax - Borussia. Czy polskie trio da Niemcom awans z grupy?

Dzisiaj wieczorem (godz. 20.45) na amsterdamskiej Arenie odbędzie się najważniejszy dla trzech Polaków występujących w barwach żółto-czarnych mecz, w którym Ajax zmierzy się z Borussią Dortmund w 5. kolejce Ligi Mistrzów. Jeśli mistrzowie Niemiec przynajmniej zremisują, będą pewni awansu do fazy pucharowej tych elitarnych rozgrywek, która wystartuje w lutym.

Grupa D - grupa śmierci Ligi Mistrzów 2012/13

Po losowaniu pod koniec sierpnia grup Ligi Mistrzów wydawało się, że podopieczni Juergena Kloppa będą bez szans w starciu z Manchesterem City i Realem Madryt. Wśród większości ekspertów przeważały opinie, że powalczą o 3. miejsce w grupie z Ajaksem Amsterdam, które da zaledwie awans do rozgrywek pocieszenia, czyli Ligi Europy. Jednak po 4. kolejkach najlepszych klubowych rozgrywek w Europie, sytuacja wygląda zgoła odmiennie. To właśnie Westfalczycy rozdają w karty w grupie, będąc jej liderem z ośmioma punktami na koncie i wyprzedzając o jedno oczko Real Madryt i aż o cztery amsterdamczyków. Grupę zamykają niespodziewanie podopieczni Roberto Manciniego, którzy do tej pory zgromadzili zaledwie dwa punkty, remisując u siebie z mistrzami Holandii i Niemiec.

Dekoncentracja BVB i wyjazdowe remisy w starciach z gigantami z Anglii i Hiszpanii

W 4. dotychczasowych kolejkach BVB nie poniosła ani jednej porażki, wywożąc niezwykle cenne i korzystne bramkowe remisy z gorących terenów w Madrycie i Manchesterze. Jakby tego było mało, to gdyby nie dekoncentracja mistrzów Niemiec w końcowych fragmentach obu meczów, to już dzisiaj Robert Lewandowski i spółka mogliby się cieszyć z awansu do 1/8 finału. Przypomnijmy, że na Etihad Stadium stracili prowadzenie w 88. minucie po rzucie karnym Mario Balotellego, natomiast na Santiago Bernabeu komplet punktów wyszarpał im Mesut Oezil, który fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego doprowadził do wyrównania w 90. minucie spotkania!

Rewanż za 1. kolejkę Ligi Mistrzów?

Podopieczni Franka de Boera pałają żądzą rewanżu za minimalną porażkę w 1. kolejce rozgrywek z września, kiedy to przegrali na Signal Iduna Park 0:1 po "złotym golu" Robert Lewandowskiego w 87. minucie gry. W zespole z Amsterdamu szczególną uwagę defensorzy BVB powinni zwrócić na młodziutkiego, zaledwie 20-letniego Christiana Eriksena, który zachwyca swoją grą i talentem wszystkich kibiców przychodzących na Amsterdam Arenę. W holenderskiej drużynie na pewno zabraknie w dzisiejszym meczu ofensywnego Ryana Babela oraz Kolbeinna Sigthorssona. Amsterdamczycy chcąc zachować szansę awansu do fazy pucharowej, muszą koniecznie wygrać z mistrzami Niemiec.

Jednak z pewnością nie będzie to łatwym zadaniem, bowiem do gry w składzie mistrza Niemiec wrócił polski skrzydłowy Jakub Błaszczykowski po 5 tygodniach przerwy spowodowanych kontuzją stawu skokowego. Polak w ostatni weekend był jednym z najlepszych graczy na boisku w ligowym starciu z Greuther Fuerth, zaliczając asysty przy dwóch bramkach. Ponadto w bardzo dobrej dyspozycji są aktualnie Mario Goetze oraz najlepszy snajper BVB Robert Lewandowski (autor siedmiu goli w Bundeslidze i dwóch w Lidze Mistrzów). Mistrzom Niemiec brakuje zaledwie jednego oczka do awansu do czołowej "16" wiosennej fazy rozgrywek LM.

Dodatkowym powodem do zadowolenia jest fakt, że trener Klopp będzie miał do dyspozycji w dzisiejszym starciu z amsterdamczykami wszystkich swoich najlepszych zawodników. Wobec tego wydaje się, że miejsca w podstawowym składzie zabraknie dla Ivana Perisića, Kevina Grosskreutza oraz Sebastiana Kehla, którzy zasiądą na ławce rezerwowych.

Gdzie oglądać mecz Ajax Amsterdam - Borussia Dortmund?

Bezpośredni przekaz z 5. kolejki Ligi Mistrzów pomiędzy holenderskim klubem, a Westfalczykami będzie możliwy dzięki TVP1 (od 20.20). Spotkanie to będzie także można zobaczyć w platformie N, studio już od 20.00 na kanale nPremium HD.

W jakich składach (przewidywalnych) zagrają obie jedenastki?

Ajax: Vermeer - van Rhijn, Alderweireld, Moisander, Blind - Poulsen, Eriksen - Sana, Schoene, Boerrigter - de Jong.

Borussia: Weidenfeller - Piszczek, Subotić, Hummels, Schmelzer - Gundogan, Bender - Błaszczykowski, Goetze, Reus - Lewandowski.

Zapowiada się fantastyczne widowisko z udziałem tercetu Polaków. Czy po meczu będą się cieszyć na Amsterdam Arenie z awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów? Czy Lewandowski powiększy swój dorobek strzelecki w tych elitarnych rozgrywkach?

źródło:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/lm_ajax_borussia_czy_polskie_trio_da_niemcom_awans_z_grupy_251363.html

wtorek, 20 listopada 2012

Dwa oblicza Roberta Lewandowskiego. Ligowa i reprezentacyjna

Robert Lewandowski prezentuje w tym sezonie dwa, jakże odmienne oblicza. Z jednej strony coraz lepiej wygląda jego gra w niemieckiej Borussi Dortmund. Natomiast z drugiej może martwić jego słaba postawa w reprezentacji Polski i bijący licznik bez gola, już 702 minuty w barwach narodowych! Z czego to może wynikać?

Postanowiłem przyjrzeć się trochę bliżej tej sytuacji, ponieważ 24-letni snajper uznawany za największą gwiazdę biało-czerwonych wzbudza niemal codziennie spore zainteresowanie swoją osobą topowych klubów europejskich takich jak: Manchester United, Juventus Turyn czy też Real Madryt.

Polski napastnik mistrza Niemiec po słabym początku sezonu w barwach Westfalczyków ostatnio prezentuje się znakomicie, będąc w dwóch kolejkach z rzędu niemieckiej Bundesligi jednym z najlepszych zawodników na placu gry.

Od snajpera wymaga się regularnego strzelania bramek, a Lewandowski w ostatnich dwóch ligowych kolejkach (11 i 12) Dortmundczyków w ciągu zaledwie jednego tygodnia zdobył aż cztery gole. Polak ustrzelił po dwa dublety, najpierw z Augsburgiem, a następnie z Greuther Fürth. Głównie dzięki jego dobrej grze i tym trafieniom oba mecze zakończyły się zwycięstwem Dortmundczyków, a reprezentant Polski znalazł się nawet przed tygodniem w jedenastce kolejki Bundesligi. Było to drugie tego typu wyróżnienia dla polskiego napastnika w sezonie 2012/13. Gra Lewandowskiego w zespole mistrza Niemiec wygląda coraz lepiej po nie najlepszym początku sezonu. 24-letni zawodnik zdobył w tym sezonie już siedem goli w Bundeslidze i dołączył do ścisłej ligowej czołówki snajperów. Obecnie zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji i traci zaledwie dwa gole do lidera tego zestawienia, Chorwata Mario Mandzukića z monachijskiego Bayernu. Z czego wynika tak dobra skuteczność polskiego napastnika w zespole klubowym i tak kiepska w reprezentacji Polski?

Odpowiedź na to pytanie wynika z faktu, że Polak grając w BvB ma ogromne wsparcie ze strony partnerów, którzy w niekonwencjonalny sposób potrafią często obsłużyć Polaka znakomitym podaniem. Marco Reus, Mario Goetze czy też Kuba Błaszczykowski są w stanie jedną indywidualną akcją podać piłkę Robertowi w taki sposób, aby bez najmniejszych problemów umieścił ją w siatce. W zespole mistrza Niemiec Lewandowski nie ma zadań defensywnych, grając na szpicy jest od nich całkowicie odciążony. Za destrukcję odpowiedzialni są inni zawodnicy np. Marcel Schmelzer czy też Sebastian Kehl. Dzięki temu Polak nie musi się wracać do tyłu, aby pomagać kolegom w rozgrywaniu akcji ze środka boiska. Kolejnym argumentem jest także to, że w zespole klubowym Robert ma zdecydowanie lepszych jakościowo graczy niż w reprezentacji Waldemara Fornalika.

Natomiast oglądając niejednokrotnie obrazki z meczów biało-czerwonych można dojść do wniosku, że Lewandowski w ataku jest bardzo osamotniony. Bardzo rzadko ma jakiekolwiek wsparcie w ataku ze strony innych reprezentantów Polski, którzy wolą podać piłkę na skrzydło do  jednego z pomocników, zamiast prostopadle do wychodzącego na czystą pozycję Lewego. Gracz Borussi często musi sam walczyć, czy to z trzema, czy też z czterema rywalami na plecach. Robert w pojedynkę sam niewiele może wskórać, ponieważ polscy pomocnicy raczej ograniczają się do grania górnych piłek, które nie powodują żadnego zagrożenia dla przeciwników, niż do prostopadłych zagrań w akcjach ofensywnych, które mają miejsce sporadycznie, a jeśli już to bardzo rzadko dochodzą do Lewandowskiego.

Ponadto reprezentacja Polski nie ma aż tak dobrze wyszkolonych technicznie zawodników, którzy jednym podaniem byliby w stanie rozmontować obronę rywala. Wobec tego polski snajper często musi się wracać do strefy środkowej boiska i pomagać innym kadrowiczom w rozgrywaniu piłki. Czasem dochodzi nawet do jeszcze bardziej paradoksalnej sytuacji, kiedy to Polak jest widziany w obronie, powstrzymując ataki przeciwnika! Zgoła odmiennie wygląda to w BvB, gdzie każdy zawodnik wie, czym ma się zajmować i w jakiej strefie boiska poruszać. Dzięki temu Lewy jest odciążony od zadań defensywnych i może skupić się tylko na grze w ofensywie, w której czuje się jak ryba w wodzie.

Wydaje się, że trener biało-czerwonych Waldemar Fornalik powinien starać się coś zmienić w grze reprezentacji Polski. Optymalnym rozwiązaniem według mnie byłoby położenie większego nacisku na dostarczanie do Lewandowskiego większej ilości piłek zwłaszcza ze strony pomocników, którzy powinni częściej włączać się w akcje zaczepne i starać się dostrzegać dobrze ustawionego Polaka. Potrzeba do tego trochę pomysłu, kreatywności i odwagi. Linia pomocy reprezentacji Polski nie prezentuje tej klasy co mistrzowie Niemiec, ale większe zaangażowanie tej formacji procentowało by z korzyścią nie tylko dla samego Lewandowskiego, ale także zwiększyłoby możliwości manewru w grze kombinacyjnej, a także poprawiło grę całego zespołu. Zmiana taktyki Biało-czerwonych na bardziej ofensywną z naciskiem na odważniejsze rozgrywanie piłki przez pomocników na połowie rywala,  dużą ruchliwość strefy pomocy i jej zdecydowanie większe zaangażowanie we współpracę z Lewym poprzez dogrywanie mu dużej liczby prostopadłych piłek to czynniki, które zdecydowanie należałoby wprowadzić w życie. Grzechem byłoby nie wykorzystać wszystkich walorów ofensywnych reprezentacji z taką formą jaką Lewy prezentuje aktualnie w Borussi. Szkoda, że trener nie widzi tego, ponieważ w tej sytuacji można tylko współczuć Lewandowskiemu, który nie jest w stanie rozwinąć swoich skrzydeł w reprezentacji, a jego licznik wynosi już 8 spotkań bez gola w kadrze, co nie działa na korzyść reprezentacji i obniża nawet jej jakość gry. Miejmy jednak nadzieję, że z czasem to się zmieni i gwiazda Lewandowskiego zaświeci jeszcze nie raz pełnym blaskiem także w biało-czerwonych barwach!